CIASTECZKA

 foremek już dwie szuflady

Ciasteczka. Herbatniczki. Petitki. Rogaliczki.
Jak mawiają nasi południowi sąsiedzi - zakuski.

Mam do nich stosunek wyjątkowy. 
Szybko. Pysznie. Pewnie i ładnie.
Można przecenić urokliwy widok słoja wypełnionego ciasteczkami ? Nie można.

Ciasteczka to tradycja niedzielna,
kultywowana przy okazji podgrzewania piekarnika,
w którym pieczeń obiadowa zostaje usadowiona lub klops.
Wyprzedzając mięsiwo, wkładane są szybko na blaszce wypełnionej po brzegi,

Po upieczeniu wykładane na paterę jeszcze przez pradziadków używaną.

Nieograniczona ilość form, kształtów,  foremek kupowanych przy każdej okazji,
bo podobną to może i mam. Ale podobną.

Ja z podróży, jak to z magnesami, kubkami i innymi
drobnymi zmaterializowanymi wspomnieniami bywa, transferuję foremki.
Lekkie, wszędzie można upchać.
To dobry sposób na późniejsze odświeżanie wspomnień, w zasadzie odpiekanie :).

Dzięki produkcji masowej ciasteczek, przetestowałam znaczącą większość znanych mi mąk.
Były ciasteczka zielone i brązowe, czerwone i niepokojąco blade, lub czarne. 
Z owsem i z płatkami. Z plejadą bakalii od A do Z.
Cóż, myślę, że kruche maślane biją wszystkie na głowę
( mogą mieć i głowy,  jak świnki niewielkie, których już nie upiekę - foremka przepadała ).

Zapraszam do wycinania!!
Z kroniki piekarnika 2016
Kruche z kwiatami bzu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz