niedziela, 26 grudnia 2021

Miodowe, wigilijne pierniczki

Wigilijny poranek rozpoczynam od pieczenia pierniczków. 
Uparcie, od kilku lat wstaję wcześnie na tyle, by zdążyć.
Dopiekam kolejne, do tych upieczonych wcześniej, 
z zupełnie innych przepisów.
Przez najbliższe tygodnie będą w słoikach,  
których odkręcanie, to wspomnienie smaków i zapachów grudnia.
Część pierniczków dołączana zostaje do prezentów, 
część zjadana jest w trybie natychmiastowym, na świeżo. 
24 grudnia sięgam do tego właśnie przepisu, 
na pierniczki niezmiennie ulubione, choć odmiennie pyszne. 
Proporcje rodzaju przypraw nie są takie same, 
smak użytego miodu również ma ogromne znaczenie.
Twardość zależy od grubości jaką im nadacie, 
rozwałkowane na grubość około 0,5 cm,
rumienią się po 10 - 12 minutach pieczenia, 
są chrupiące z zewnątrz, w środku dość miękkie, ale nie puchate.
Przepis zapisałam lata temu, oglądając jeden 
z przedświątecznych programów kulinarnych. 
Że też nie zaproponowałam Wam ich dotąd..
Drugi dzień Świąt, za oknem 11 stopni mrozu. 
Plany na dziś - " nic nie muszę ". 
Ten poranek, jeszcze ciemny i wczesny, wykorzystam jednak na ten wpis. 
Gwiazdkę z orzeszkiem podgryzam do drugiej już kawy
i pomimo planów nic-nie-muszenia wiem, 
że ten post muszę opublikować. Teraz :)
Moje wigilijne pierniczki.

Składniki:
220 gram miodu - jasnego
125 gram cukru - u mnie brązowy
50 gram masła
1 jajko rozmiar L
szczypta soli
około 500 gram mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki przyprawy piernikowej
1 łyżeczka kawy zbożowej
1/2 łyżeczki mielonych goździków

Wykonanie:
W rondlu umiejscawiamy cukier, miód i masło. 
Podgrzewamy, rozpuszczamy na gładką masę i studzimy. 
Na mroźnym balkonie wystarczy 10 minut, by masa przestygła,
w tegoroczną Wigilię moja masa po 5 minutach zaczęła przymarzać do dna.
Przelewamy zawartość schłodzonego rondla do dużej miski, 
wlewamy jajko, wcześniej rozbełtane w szklance z solą. 
Ubijamy masę trzepaczką, do dokładnego połączenia z jajkiem.
Przesiewamy teraz stopniowo mąkę z przyprawami 
i proszkiem do pieczenia, tak na trzy, cztery raty. 
Cały czas mieszamy, potem zagniatamy, 
kontrolując, czy ciasto jest już wystarczająco zwarte i nie lepi się do rąk. 
Dlatego nie polecam wsypywać na raz całej mąki,
może okazać się, że 400 - 450 gram w zupełności wystarczy. 
Są dwie szkoły dodawania przypraw 
- w przepisie przeze mnie zapisanym, 
dodaje się je do mąki. Ja z reguły dodaję je na etapie 
rozpuszczania miodu z cukrem i masłem, 
by podgrzały się razem z tymi składnikami. 
Gotowe, zagniecione ciasto nie wymaga chłodzenia. 
Od razu rozwałkowujemy je na blacie podsypanym mąką, 
wycinamy kształty - mogą być i duże i małe, 
pierniczki troszkę puchną ale nie nabierają kształtu poduszek.
Pieczemy ułożone w odstępach na blaszce wyłożonej papierem,
około 10 - 12 minut - nie dłużej, by pozostały delikatne. 
Jeśli je przepieczecie, tez będą smaczne - będą miały szansę 
mięknąć w słoikach i puszkach do wiosny.
Tak więc, oto mój rytuał wigilijnego poranka. 
Świętujmy, dziś jeszcze pełnoprawnie. 
I świątecznie jeszcze życzę:
wiary w spełnianie najbardziej optymistycznych scenariuszy 
i najpiękniejszych, niespodziewanych zwrotów, 
w tych przewidzianych już scenariuszach.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz