poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Puszysty placek śliwkowy z zatopionym budyniem i kruszonką




Ilość ciepłych, słonecznych sierpniowych dni
została nam ofiarowana z nawiązką.
Subtelnie, niespiesznie, wszytko wokół staje się
mniej wyraziste, mniej agresywne, ułagodzone, wyciszone.
Czas na głębszy oddech.
Warto się zatrzymać, by go wziąć.
Intensywności bowiem nabierają zapachy i smaki.
Dni skracają się, lecz wydłużają się chwile,
które warto poświęcić na korzystanie z tego,
co koniec lata nam oferuje.
Skorzystałam z błogością.
Dziś śliwki w roli głównej.
Połączone ze wszystkim, co rozkoszne.
Wilgotne, puszyste, proste w wykonaniu ciasto.
Kremowy budyń, kwaskowatość owoców,
słodka, maślana kruszonka.
Przepis zupełnie nieskomplikowany.
Wymaga jedynie odpowiedniego rozplanowania działań w czasie.
Najpierw gotowanie budyniu, potem mieszanie kruszonki
i przygotowanie owoców.
Ucieranie ciasta to już kwestia 10 minut.

Składniki:
Na tortownicę o śr. 23 cm lub formę prostokątną - u mnie 40 cm /13 cm
Ciasto:
4 jajka "L"
3/4 szklanki cukru
1 cukier waniliowy
skórka starta z połowy cytryny
1 1/4 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 szklanki oleju
Na masę:
1 opakowanie budyniu śmietankowego
1 1/2 szklanki mleka
1 łyżka cukru
około 10 sztuk dowolnych śliwek
1 łyżka cukru waniliowego
Na kruszonkę:
2 łyżki miękkiego masła
2 - 3 łyżki cukru
około 5 łyżek mąki

Wykonanie:
Budyń gotujemy w podanej ilości mleka, z dodatkiem łyżki cukru.
Studzimy mieszając co jakiś czas.
Składniki kruszonki mieszamy w miseczce - najprościej rozetrzeć je widelcem.
Śliwki kroimy na połówki, lub ćwiartki - jeśli są bardzo duże.
Posypujemy cukrem waniliowym.
Po przygotowaniu powyższych składników, czas na ciasto.
Jajka wbijamy do miski, wsypujemy cukier, cukier waniliowy
i miksujemy na wysokich obrotach około 5 minut,
aż masa zgęstnieje i stanie się prawie biała.
Mąkę pszenną mieszamy z ziemniaczaną, proszkiem do pieczenia.
Przesiewamy na raz do ubitych jajek.
Mieszamy na wolnych obrotach miksera,
wlewając po chwili ubijania cienkim strumieniem olej.
Dodajemy jeszcze skórkę startą z cytryny
i miksujemy delikatnie, tylko do momentu powstania jednolitej masy.

Przelewamy ciasto do formy wysmarowanej tłuszczem i oprószonej mąką.
Wyrównujemy i w niewielkich odstępach,
łyżeczką wykładamy całkiem spore porcje budyniu.
Część z nich zatopi się w cieście,
część - tych lżejszych - pozostanie na wierzchu.
Na budyniu, rządkami układamy ćwiartki lub połówki śliwek ( skórką do dołu ).
Na owocach rozsypujemy maślaną kruszonkę.
Wkładamy blaszkę do piekarnika
rozgrzanego do temperatury 180 stopni, pieczemy około 50 minut.
Upieczone ciasto zostawiamy w otwartym piekarniku
przez 10 minut, wyciągamy i studzimy.
Jest rewelacyjne lekko ciepłe, ale zachowuje puszystość przez kolejne dni.
Bezsprzecznie jedno z lepszych ciast ucieranych, jakie piekłam.
Biorąc pod uwagę rodzaj i ilość składników koniecznych do jego stworzenia
i najprostszą z metod wykonania - przepis uniwersalny.
Można bowiem pokusić się o inne owoce,
zrezygnować z budyniu lub kruszonki.
Namawiam jednak do mojej wersji.





piątek, 21 sierpnia 2020

Ciasto ucierane z podpalanym masłem i konfiturami





Pogoda na uruchomienie wiatraków, nie piekarnika.
U mnie działały w synchronie.
Dziś nie tylko rozgrzewałam piekarnik, ale również
pochylałam się nad rozgrzanym rondlem,
rozpuszczałam, podpalałam i mieszałam masło.
Finał procedur czynionych w ekstremalnych warunkach
- wystarczająco dobry, by nie narzekać.
Jednak polecam z wypiekiem tym się zmierzyć
gdy ciepło piekarnika przyjemnym doznaniem być może, nie torturą.
Wzorowałam się na przepisie znalezionym na blogu
Wypieki Beaty.
Wdzięczna jestem autorce za inspirację i motywację,
z podziwem spoglądam na zdjęcia.
Zmieniłam ilość cukru dodawanego w oryginale,
nie zastosowałam posypki migdałowej.
dodałam natomiast cynamon.

Ciasto o innej strukturze niż wypieki,
z wykorzystaniem masła ucieranego z cukrem,
lub te z dodatkiem oleju.
Miękkie, wysokie, delikatne, aromatyczne, o ciekawym posmaku.
Świeżość zachowuje przez kilka dni.
Konfitura wykładana na powierzchni,
w czasie pieczenia wtapia się w ciasto
i zatrzymuje się przy jego spodzie.
Można użyć oczywiście dowolnego smaku konfitury,
ja wybrałam śliwkową, z jasnych śliwek,
której smak podkreśliłam dodatkiem cynamonu do ciasta.

Składniki:
Proporcje na tortownicę o średnicy 25 cm
4 jajka
1 szklanka cukru
1 cukier waniliowy
200 gram masła
szczypta soli
2 1/2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki mleka
1 płaska łyżeczka cynamonu
konfitura śliwkowa lub inna

Wykonanie:
Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia i cynamonem.
Masło wkładamy do rondelka i podgrzewamy do zagotowania, cały czas mieszając.
Gotujemy tak długo, aż uzyska delikatnie brązową barwę
- wówczas ściągamy z palnika.
Ważnym jest, by masła nie przypalić.
Zbyt długo przypalane zgorzknieje, zepsuje jakość i smak wypieku.
Jaja miksujemy w dużej misce z cukrami na puch,
przynajmniej kilka minut - masa powinna powiększyć objętość
i uzyskać prawie biały kolor.
Do jajecznego puchu wlewamy powoli lekko przestudzone masło,
cały czas miksując na wolnych obrotach.
Następnie przesiewamy mąkę z proszkiem i cynamonem, miksujemy.
Na koniec wlewamy mleko i miksujemy krótko, tylko do połączenia.
Wlewamy ciasto do przygotowanej formy.
Na wierzch wykładamy łyżeczką konfiturę.
Wkładamy tortownicę do piekarnika
rozgrzanego do 180 stopni i pieczemy przez około 50 minut.
W oryginalnym przepisie ciasto zostało
posypane słupkami migdałowymi, ja tego nie uczyniłam.
Przed wyciągnięciem z piekarnika, sprawdzamy patyczkiem, czy jest upieczone.
Wyciągamy, studzimy przynajmniej pół godziny przed wkrojeniem się.
Myślę, że ciasto to stanowić może dobrą bazę
do wykorzystania owoców sezonowych, takich jak porzeczki, wiśnie, śliwki.
Przetestuję niebawem.
Tak czy inaczej - przepis na nieskomplikowane,
naprawdę smaczne ciasto.
W upale smakuje wyśmienicie,
ale może lepiej wstrzymać się z paleniem masła do pogody załamania.















niedziela, 9 sierpnia 2020

Prosta babka mleczna




Nie miałam wątpliwości, który z przepisów wykorzystać,
na ciasto pożegnano - prowiantowe.
Odporne na niedogodności podróży, w temperaturze 30 stopni.
Lekkie, miękkie, długo zachowujące świeżość.
No i uniwersalne.
Przewidziałam, że babką o waniliowym smaku nikt nie wzgardzi,
w trakcie dziewięcio godzinnej drogi nad nasze wybrzeże.
Nie myliłam się.
Rodzina ma, żegnana przeze mnie o świcie, babką nie wzgardziła.
Zgłodniała gdzieś w okolicach Wrocławia.
Podróż trwała przewidziane godzin dziewięć.
Zatem wybierającym się w trasę dłuższą, krótszą,
polecam zapakować coś na ząb.
Konkretne coś. Tą oto rewelacyjną babeczkę.
Prostą, naprawdę smaczną i wymagającą kilku składników,
które każdy posiada w swej lodówce.
A właśnie - w ramach czynienia obowiązkowych,
przedwyjazdowych czystek w lodówce
- polecam właśnie tą babę.

Składniki:
w temperaturze pokojowej
proporcje na babkę z kominem o średnicy 25 cm.
2 szklanki mąki pszennej
1 kopiasta łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
1 szklanka cukru
2 duże lub 3 mniejsze jajka
1/2 szklanki oleju
1 niepełna szklanka mleka
1 opakowanie cukru waniliowego
szczypta soli
1/2 tabliczki białej czekolady, pokrojonej w drobną kosteczkę

Wykonanie:
Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i sodą.
Jaja ubijamy w dużej misce z cukrami na gęstą, białą masę
 - około 5 minut, na wysokich obrotach miksera.
Gdy masa zrobi się odpowiednio gęsta i pulchna,
wlewamy powoli, cienkim strumieniem olej, cały czas miksując.
Teraz w dwóch ratach - naprzemiennie,
przesiewamy mąkę z proszkiem i sodą i wlewamy powoli mleko.
Mieszamy po dodaniu każdego ze składników krótko,
tylko do połączenia - zbyt długie ubijanie może spowodować,
że ciasto nie wyrośnie odpowiednio puszyste i stanie się zbite.
Na koniec dodajemy szczyptę soli
i posiekaną białą czekoladę, mieszamy szpatułką.
Przelewamy ciasto do formy na babkę z kominem.
Wykorzystałam swoją ulubioną silikonową,
- nie wymaga wcześniejszego natłuszczania i obsypywania mąką,
bezproblemowo wyciąga się z niej ciasto po upieczeniu.
Pieczemy w 180 stopniach przez około 40 - 45 minut.
Konieczny jest test suchego patyczka.
Po upewnieniu się, że baba jest wypieczona,
zostawiamy ją w wyłączonym piekarniku kilka minut i wyciągamy.
Po 10 minutach wykładamy z formy.
Baba nadaje się do lukrowania,
polewania rozpuszczoną białą czekoladą lub posypania pudrem.
Jak to baba - w zależności od okoliczności,
możemy nadać jej odpowiednią, wyszukaną oprawę.
Moja jest w wersji uproszczonej, tzn nagiej.
Jest rewelacyjna, nawet bez dodatków.
Pudrów, lukrów i polew lepiących, na podróż nie polecam.




poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Zawijany chlebek z pietruszkowym pesto



Drożdżowy zawijas wymagający niewielkiego nakładu pracy,
szybko zagnieciony, posmarowany na zielono,
zrolowany, a w zasadzie skręcony, upchany do foremki i upieczony.
Zjedzony ciepły, na niedzielne śniadanie.
Z masłem i z kubkiem mocnej herbaty.
Takie oto niedzielne śniadanie dziś polecam.
Szczególnie tym, którzy nocy część niemałą
przeznaczyli na atrakcje niepozwalające obudzić się wypoczętymi.

Składniki:
Ciasto:
300 gram mąki pszennej
2 łyżeczki suchych drożdży
200 ml mleka
2 łyżki oleju
1/2 łyżki cukru
1 łyżeczka soli

Nadzienie pietruszkowe:
1 pęczek natki pietruszki
3 łyżki słonecznika
2 łyżki oleju lub oliwy
szczypta soli
opcjonalnie - kilka orzechów włoskich

Wykonanie:
Nadzienie:
Listki pietruszki i pozostałe składniki wkładamy do blendera
i miksujemy na gładkie pesto.
Ciasto: 
Do miski przesiewamy mąkę, wsypujemy drożdże, sól, cukier, mieszamy.
Wlewamy letnie mleko, olej i wyrabiamy dłonią ciasto.
Już po krótkiej chwili zagniatania, powinno odchodzić od dłoni.
Wówczas odstawiamy je w ciepłe miejsce pod przykryciem -
ja wkładam miskę do piekarnika nagrzanego do 40 - 50 stopni, na około 30 minut.
Po tym czasie podrośnięte ciasto rozwałkowujemy
na posypanym mąką blacie na cienki prostokąt, o długości około 30 cm.
Na całej powierzchni rozsmarowujemy pietruszkową pastę.
Rolujemy ciasto wzdłuż krótszego boku.
Przekrajamy ostrym nożem wzdłuż na dwie części,
zostawiając centymetrową końcówkę bez rozcięcia.
Rozdzielone części ciasta zwijamy spiralnie, zlepiamy na końcu.
Wkładamy do krótkiej keksówki - u mnie silikonowa o długości 20 cm.
Ponownie wkładamy do piekarnika, do 50 stopni.
Gdy podrośnie, zwiększamy temperaturę do 180 stopni
i pieczemy około 25 - 30 minut.
Rumiany chlebek wyciągamy, studzimy przez chwilkę przed rozkrojeniem.

Poza masłem, naprawdę niewiele więcej się przyda.
Idealne śniadanie dla czterech osób.
Pod warunkiem, że żadna z nich nie wzbrania się
przed smakiem zielonej pietruszki.
Przy moim stole śniadaniowym,
z pięciorga obecnych - dwoje pietruszką wzgardziło.
Przywłaszczam sobie pozostałą pasiastą kromkę
na jutrzejsze śniadanie.
Trudnym bywa rozsmakowanie się w śniadaniu poniedziałkowym.
Poranna kawa, mimo że ta sama, nie taka sama.
Ale, może jutro ta zasada się nie sprawdzi?