piątek, 31 stycznia 2020

Kruche orzechowe pierścionki


Ciasteczka delikatnie orzechowe, do chrupnięcia na raz.
Oblane lukrem cytrynowym zyskują i na wyglądzie i na smaku.
Mogą leżakować w słoiku kilka dni, nie twardnieją, nie miękną.
Stan niezmienny od chwili wyciągnięcia z piekarnika, do opróżnienia puszki lub słoja.
Nie wiem, czy wysychają, bo jak to herbatniki, suche być powinny.

Jeśli nie przepadacie za orzechami - pomińcie je.
Jak na kruche ciasteczka, nie zawierają w sobie zbyt dużo masła.
Dzięki zawartości mleka i alkoholu, zaliczyłabym je w zasadzie
do kategorii chrupiących herbatników.
W zasadzie powinny być upieczone w formie wycinanych ciasteczek
z ciasta rozwałkowanego na grubość 2 - 3 mm.
Ja wierząc w potencjał zagniecionego i schłodzonego odpowiednio ciasta,
poddałam go odrywaniu, rolowaniu, turlaniu i zlepianiu w kółeczka.
Sprawdziło się, o czym Was informuję, zachęcając również do rolowania.

Składniki:
proporcje na dwie blaszki ciasteczek
30 gram miękkiego masła
80 gram cukru pudru
1 żółtko
30 ml mleka
20 ml nalewki
( ja dałam pigwówkę tym razem, sprawdził się również miód pitny )
200 gram mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 cukier waniliowy
1/2 szklanki drobno posiekanych orzechów ( włoskich lub laskowych )
spora szczypta soli
cukier puder i sok z cytryny - na lukier

Wykonanie:
Miękkie masło wkładamy do miski, wsypujemy cukier puder
i ucieramy na jasną, gładką masę.
Można ręcznie, można posłużyć się mikserem.
Wbijamy żółtko, wlewamy mleko i alkohol.
Wsypujemy orzechy i ponownie mieszamy dokładnie.
Przesiewamy mąkę z proszkiem do pieczenia, solą,
wsypujemy cukier waniliowy i wyrabiamy ciasto.
Powinno być gładkie, plastyczne.
Jeśli wydaje Wam się zbyt wilgotne, dosypcie odrobinę mąki.
Zawijamy w folię i na około 30 min wkładamy do lodówki.
Po wyciągnięciu wałkujemy na silikonowej podkładce na grubość około 3 mm.
Wycinamy ciasteczka w dowolnych kształtach,
lub tak jak ja tym razem - odrywamy niewielkie kawałeczki
i rolujemy paluszki, o długości około 6 cm i grubości około 0,5 cm.
Łączymy ich końce tworząc pierścionki.
Układamy na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem,
w niewielkich odstępach, smarujemy pozostałym rozbełtanym białkiem.
Pieczemy na rumiano, w temperaturze 160 stopni około 20 minut
( bez termoobiegu ).

Wyciągamy i chwilkę studzimy, po czym zanurzamy kółeczka
w przygotowanym wyłącznie z cukru pudru i soku cytrynowego gęstym lukrze.
Urokliwe w nich jest to, że każde inne.
W związku z tym oczywistym jest, że wykonane ręcznie.
Dlatego są dobrą alternatywą na prezent, wręczone w przeźroczystym pojemniczku
- będą docenione i bez sentymentów zjedzone :)








czwartek, 30 stycznia 2020

Kruche ciasteczka mandarynkowe


Mandarynki.  W ciągnących się uporczywie zimowych miesiącach
to chyba częsty punkt w naszych listach zakupowych.
Jaki inny wybór mamy w działach owocowo - warzywnych?
Banany. Jabłka. Jarmuż.
Mrożonki. Słoiki z dżemem.
Więc między pietruszkę (potaniała!:)), kapustę kiszoną i ziemniaki,
do toreb wrzucamy po kilka sztuk cytrusów.
Część lepszosortowych zjadana jest od razu, bo pyszne,
część gorsza odkładana na później - bo miękkie, z pestkami, kwaśne.
Nie wiadomo do końca nigdy, co się kryje pod skórką.
A do tego przepisu właśnie skórka potrzebna.
I sok z wnętrza, niekoniecznie najlepszego gatunku.
Takie właśnie okazy nienajpiękniejsze nabyłam
i upiekłam ciasteczka mandarynkowe.
Puszkę po orzechowcach w kształcie kółeczek, wypełnił aromat cytrusowy.
Mandarynki pachną słodko, delikatniej od cytryn i pomarańczy.
Zapakowałam i zawiozłam w miejsce w którym czuję się dobrze,
dzięki zespołowi, który od miesiąca wypełnia swe obowiązki, już beze mnie.
Puszkę zostawiłam wychodząc.
Może dane będzie z niej nieco uszczknąć nieobecnym - chorującym, gdy wrócą. Choć to wątpliwe.
Ja też wrócę, by znów ja zapełnić.
Czym, jeszcze nie wiem. Pomyślę za tydzień :)

Składniki:
80 gram miękkiego masła
4 pełne łyżki cukru pudru
1 cukier waniliowy
1 żółtko
150 gram mąki
( dałam 100 gram pszennej tortowej, 50 gram krupczatki )
1/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
sok wyciśnięty z 1 mandarynki
skórka starta z 1 mandarynki

Wykonanie:
Miękkie masło ucieramy na gładko z cukrem pudrem i waniliowym.
Przesiewamy mąki z proszkiem do pieczenia i solą, mieszamy widelcem.
Wbijamy żółtko, dolewamy sok z mandarynki, dodajemy startą skórkę,
mieszamy widelcem i na koniec zagniatamy ręcznie.
Ciasto powinno być elastyczne, gładkie, nie lepiące się,  ale lekko wilgotne.
Formujemy kulę i zawiniętą w folię chowamy do lodówki na około godzinę.
Po wyciagnięciu wałkujemy ( najwygodniej na silikonowej podkładce )
dość cienko - na grubość 2 mm i wycinamy kształty, na chrupanie których mamy ochotę.
Ja pomyslałam o rombach. I wyciełam radełkiem romby.
Układamy na wyłożonej papierem blaszce
i pieczemy na rumiano w 180 st.
Powinno wystarczyć 10 min - należy je obserwować
i wyciagnąć zanim zbytnio sie zarumienią.
Czasem jest to kwestia minuty i jest za późno.

Wyciagamy, ściągamy z blaszki i studzimy przez chwilkę na kratce.
Jak je zareklamować? W moim odczuciu mają same zalety
- bardzo delikatne, bardzo maślane, bardzo kruche ciasteczka,
 o orzeźwiajacym aromacie i posmaku.  Szybko zagniatane, szybko pieczone.
Ciasto łatwo poddaje sie wałkowaniu, przy wycinaniu nie kruszy się zupełnie.
Z podanych proporcji upieczecie dwie blaszki.
Zjada się je w zasadzie na raz.
Romb po rombie. Jedno, kolejne, kolejne, kolejne.







poniedziałek, 27 stycznia 2020

Szarlotka bardzo chrupiąca

Szarlotka, której rysu charakterologicznego nie chcę ani ubarwić, ani przerysować.
Nie będę nazywać jej niebiańską, lub wyjątkową.
Spójrzcie na zdjęcia. Nie jest ubrana w bezę, ozdobiona kremem orzechowym,
lub polana czymś.. co błyszczy, mieni się, lepi się lub działa jak lep,
bo przyciąga po kolejny i kolejny kawałek.
To ten typ nazywany babciną, tradycyjną, klasyczną, zwykłą.
Taki przywołujący smaki prostej kuchni naszego dzieciństwa,
lub widok szarlotek w ulubionej piekarni, cukierni.
W każdej takowa gdzieś pomiędzy wz - ki i napoleonki jest wetknięta.
Lubię szarlotki składające się z dobrze wypieczonego ciasta kruchego
i pysznie przygotowanych jabłek.
Takie, które chrupią i w których wyczuwa się nutę maślaną.
Jabłka natomiast pachną cynamonem lub po prostu jabłkami.
W tym przepisie to znajdziecie. Jabłka, ciasto. Dół i góra równe sobie, jabłek idealna ilość.
Prosty przepis, prosta forma, rewelacyjny klasyczny efekt.
W zasadzie czemu ją upiekłam? Coś mnie podkusiło lub ktoś mnie zmotywował.
A może chciałam trafić w lubujące prostotę wypiekową gusta gości.. chyba tak. To ten powód.
Nie bez wyrzutów przyznaję, wzbraniałam się przed tym wypiekiem.
Sądziłam, że nie jest wart polecenia - Wam, którzy do tego fragmentu mego wstępniaka dotarliście.
Ileż to tego typu jabłuszkowców w internecie, książkach, gazetach
i rodzinnych tradycjach zapisanych.
Zmieniam zdanie - polecam ten przepis.
Warto sięgnąć od czasu do czasu, po kawałek takiej właśnie szarlotki.

Składniki:
2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mąki krupczatki
200 gram masła
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 cukier waniliowy
skórka starta z 1/2 cytryny
1 jajo, 1 żółtko
1/2 szklanki cukru
szczypta soli
4 łyżki śmietany 18 %
5 dość dużych jabłek - pomieszałam boskopy i słodkie prince.

Wykonanie:
Polecam zacząć od masy jabłkowej, bo wymaga czasu na wystudzenie po uprażeniu.
Jabłka trzemy na tarce na grubych oczkach, wrzucamy do sporego rondla,
dosypujemy łyżkę cukru, wyciskamy sok z połowy cytryny
i jeśli lubicie posmak cynamonu w szarlotce - dodajemy cynamon -
łyżeczkę, nie więcej, by nie zdominować smaku masy.

Do dużej miski przesiewamy obie mąki z proszkiem do pieczenia,
solą, cukrami, skórką cytrynową. Mieszamy.
Dodajemy pokrojone w kosteczkę masło i rozcieramy je z sypkimi składnikami
widelcem tak długo, aż powstanie coś na podobieństwo kruszonki.
Do szklanki wlewamy śmietanę,  wbijamy do niej jajko i żółtko i roztrzepujemy widelcem.
( rezygnuję ze stosowania określenia "rozkłócamy",
bo okazało się niedawno, że to nie oczywiste, czym jest rozkłócanie :)
Wlewamy do ciasta, mieszamy i zagniatamy.
Ciasto powinno być zwarte, miękkie i idealne do wałkowania.
Dzielimy je na pół.
Jedną część wałkujemy na blacie posypanym mąką,
wykładamy na blaszkę o rozmierze 20 / 24 cm, posmarowaną masłem
i obsypaną mąką ( dobrym patentem jest nawinięcie
rozwałkowanego płatu ciasta na wałek i rozrolowanie go w blaszce ),
dziurkujemy widelcem i smarujemy pozostałym białkiem.
Roztrzepanym, nie rozkłóconym :)
Wykładamy przestudzone jabłka, odcedzone z soku - na durszlaku.
Równo rozprowadzamy po całej powierzchni.
Na jabłka wykładamy drugą rozwałkowaną część ciasta,
również posługując się metodą zawijania na wałek.

Powierzchnię smarujemy resztą białka i posypujemy cukrem kryształem,
by ładnie połyskiwała po upieczeniu.
Pieczemy w 180 stopniach około 45 min.
Powinno być rumiane i cudownie pachnieć.
Wspomnę tylko jeszcze - świeże jest tak chrupiące,
że rozkrusza się przy próbie wbicia widelca,
na drugi dzień wilgotnieje od jabłek i jest równie smaczne.






piątek, 24 stycznia 2020

Ciasto bananowe z orzechami



Nie przepadam za ciastami bananowymi.
Nie doceniam chlebków bananowych, muffinek bananowych, lodów bananowych,
cukierków, gum do żucia i soków bananowych ( jest coś takiego ?)
Banany akceptuję w jednej postaci - jako banany.
Mocno dojrzałe i słodkie. Obierane ze zbrązowiałej przesadnie skórki i zjadane.
Dotąd żaden rodzaj przetwórstwa bananowego mi nie odpowiadał.
W jednym z popularnych sklepów meblowych w części restauracyjnej zauważyłam ciasto,
podszywające się pod zwykły biszkopt.
Z kremową polewą serową,  posypaną pistacjami.
Przeczytałam podpis i mimo wyraźnego ostrzeżenia, że to bananowiec,
ciasto znalazło się na mojej tacy.
Tak. Ciasto bananowe może być pyszne.
Zwarte, ucierane ciasto z orzechami. O delikatnym aromacie i posmaku.
Po drodze do domu wstąpiłam po banany.
Przeglądnęłam przepisów sporo, odrzucając te,
które ewidentnie proponowały stworzenie tego, czego chciałam uniknąć.
Wybrałam, upiekłam.
I..nie ma w sobie tej lepkości i ciężkości,  którą z reguły posiadają
ciasta z kategorii bananowców.
Nie ma posmaku sody, którego nie toleruję.
Ma natomiast bardzo przyjemną strukturę. Jest proste w wykonaniu.
Świetny pomysł na zagospodarowanie zalegających zbyt długo bananów.
Z podanych proporcji upieczecie ciasto idealne do zjedzenia
na jedno posiedzenie do filiżanki herbaty, z dolewką.
Inspiracją dla mnie był przepis z Jadłonomii na ciasto bananowe.
Wprowadziłam kilka zmian, ale to tylko kosmetyka :)

Jeśli szukacie pomysłu na szybkie ciasto,
leżące w kuchni banany wyglądają podejrzanie - upieczcie.
Potrzebny jest tu tylko blender i dwie miski.

Składniki:
( w temperaturze pokojowej )
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
 ( u mnie - 1 szklanka pszennej tortowej, 1/2 szklanki krupczatki )
1/3 szklanki cukru
1 paczka cukru waniliowego
1/3 szklanki mleka
1/3 szklanki oleju
1 jajko
2 bardzo dojrzałe banany
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1 szklanka posiekanych orzechów lub innych ulubionych bakalii

Wykonanie: 
W jednej misce mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia i sól.
Do drugiej wlewamy olej, wsypujemy cukry,
wrzucamy pokrojone banany i rozgniatamy je widelcem.
Bierzemy do ręki blender i miksujemy banany z olejem i cukrem na gładki mus.
Jajko wbijamy do szklanki z odmierzonym mlekiem i roztrzepujemy dokładnie.
Przesiewamy do musu bananowego składniki suche
i wlewamy mleko z rozbełtanym jajkiem.
Ponownie dokładnie blendujemy - powstanie gęste, gładkie ciasto.
Na koniec dodajemy bakalie - ja wrzuciłam posiekane dość drobno orzechy laskowe.

Przekładamy ciasto do formy posmarowanej olejem i obsypanej maka
 - może być to keksówka o rozmiarze 10 cm / 20 cm
lub mała tortowniczka - o średnicy 18 cm.

Pieczemy w 180 stopniach,  przez około 45 minut, do suchego patyczka.
Wyciągamy, studzimy i może tak jak ja, zdziwicie się, że to naprawdę dobre.




Idąc za ciosem i walcząc z uprzedzeniami..
Odwiedziłam dziś kocią kawiarnię.
Niestety, z bananami poszło łatwiej.
Do tych zwierząt jeszcze pełni uwielbienia nie nabrałam.
Miejsce ciekawe, jednak wyłącznie dla wielbicieli
tych futrzaków.





wtorek, 21 stycznia 2020

Tort czekoladowo - kawowy z nutą powideł



Czekoladowy tort, odpowiedni na każdą okazję.
Na pozór skromny, bez czterech pięter i petardy.
Do wykonania w godzinę. Może półtorej.
Prosty biszkopt. Masy niewymagające wielu
składników i umiejętności ucierania. Bez ryzyka rozwarstwienia.
Trafione w punkt połączenie smaku czekolady, kwaskowatości powideł i kawy.
Tort jest elegancki, bezsprzecznie pyszny.
O gustach się nie dyskutuje, ale to, że mam rację, nie podlega dyskusji :)
Wykorzystajcie ten prosty przepis.
Gdy potrzebujecie pewności, przy braku w pieczeniu sprawności.
Jeśli planujecie postawić na czekoladę,
a murzynek w keksówce wyłożony na stół,  stałby się obiektem politowania..
Oto przepis dla Was, nie szukajcie innego. Stop.

Składniki:
Biszkopt:
składniki powinny mieć temperaturę pokojową

1 pełna szklanka mąki pszennej
2 łyżki gorzkiego kakao
1/2 łyżki kawy rozpuszczalnej lub zbożowej
1/2 szklanki cukru
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
1/3 szklanki oleju
1/3 szklanki mleka
2 jajka L
szczypta soli
paczka małych biszkopcików

Wykonanie:

Do miski wbijamy całe jajka, wsypujemy cukier i ubijamy trzepaczką
- wystarczy minuta, by cukier połączył się z jajkami i rozpuścił.
Nadal ubijając trzepaczką, wlewamy olej i mleko, mieszamy około minuty,
aż składniki dokładnie się połącza.
Teraz przesiewamy mąkę, wcześniej wymieszaną z kakao, kawą,
proszkiem, sodą i ponownie mieszamy trzepaczką. Dodajemy szczyptę soli.
Powstała masa jest gęsta ale płynna.
Wylewamy ją do formy o średnicy 21- 23 cm
i pieczemy w 180 stopniach około 25 minut, do suchego patyczka.
Studzimy 5 minut przy otwartych drzwiczkach piekarnika
i wyciągamy do całkowitego przestudzenia.

Teraz czas na zaparzenie szklanki mocnej, słodkiej kawy,
do nasączenia mini biszkopcików.
Gotową kawę odstawiamy do całkowitego wystudzenia.

Masa powidłowa:


Składniki:
1 słoik powideł śliwkowych
1 galaretka cytrynowa

Wykonanie:

Powidła śliwkowe, ewentualnie konfitury ze śliwek lub wiśni
wykładamy do rondelka i podgrzewamy.
Wsypujemy 3 - 4 łyżki galaretki cytrynowej, mieszamy aż dokładnie się rozpuści -
należy uważać, by nie zagotować masy.
Przekładamy z rondelka do porcelanowej miseczki
i studzimy w lodówce, do chwili gdy zacznie się ścinać.

Masa czekoladowa:

Składniki:
1 tabliczka gorzkiej lub deserowej czekolady
4 łyżki kremu czekoladowego
1/2 kostki masła

Wykonanie:

Rozpuszczamy połamaną na kostki tabliczkę czekolady
- w kąpieli wodnej, lub w mikrofalówce. Studzimy chwilkę.
W misce miksujemy 1/2 kostki miękkiego masła
z 4 pełnymi łyżkami kremu czekoladowego
( nutellą lub innym, nutelli oczywiście niedorównującym ).
Dodajemy rozpuszczoną czekoladę
i miksujemy do uzyskania masy o aksamitnej strukturze.

Koniec ucierania - czas na składanie tortu:
Z biszkopta ścinamy cieniutko wierzchnią warstwę
- wystarczy go wyrównać, ściąć samą skórkę, by nasączyć ciasto.
I nasączamy - zaparzoną  kawą,
nie żałujcie i obficie naponczujcie biszkopt.

Na nasączony jak biszkopt biszkopt wykładamy łyżką całą masę powidłową
i równiutko rozsmarowujemy po powierzchni.
Na powidła wykładamy masę czekoladową, wyrównujemy.
Teraz robótki ręczne.
Każdy z małych biszkopcików nasączamy w kawie
i układamy na warstwie czekoladowej.
Ja, jak widać na zdjęciu - zaczęłam od środka i fantazja mnie nie poniosła.
Rządek za rządkiem.
Wkładamy do lodówki, na kilka godzin, najlepiej na całą noc.
Tort wyłożony na paterę jest ozdobą stołu,  kroi się w zwarte,
eleganckie w przekroju trójkąty.
Przy porcjowaniu posłużcie się moczonym we wrzątku nożem.





poniedziałek, 20 stycznia 2020

Kruche cytrynowe popękane kuleczki


Skorzystałam z bardzo popularnego przepisu.
Wypróbował go bodajże każdy ze znanych mi blogerów wypiekających.
Problematyczne jest zatem wskazanie pierwotnego autorskiego źródła..
Korzystając z doświadczenia zaprawionych w wypiekaniu cytrynowych,
popękanych kuleczek, również pokusiłam się o ich stworzenie.
Rozumiem już opinie i komentarze. Te ciacha są naprawdę rozkoszne.
Wyjątkowo kruche, aromatyczne, delikatne.
Co istotne, przy przygotowywaniu nie trzeba brudzić blatów, wałków, foremek.
Wystarczy jedna miska i blaszka wyłożona papierem do pieczenia.
Ciasto ma konsystencję idealną do formowania w dłoniach.
Z podanych składników wychodzi spora porcja cytrynowego gryzienia i kruszenia.
Potrzebowałam czegoś wyjątkowego, co po upieczeniu
nadawałoby się do przetransportowania w puszce i nie straciło świeżości po jednym dniu.
Zaniosłam je w miejsce, gdzie nadal czuję się nowa.
Intensywnie odczuwam jeszcze potrzebę integracji.
Nowe kąty, miejsca - muszę oswoić, by poczuć się, jak u siebie.
Póki co, czuję się gościem.
Długa droga przede mną, ale mam nadzieje,
że ludzie z którymi od niedawna się poznaję,
rozmawiam, dzielę tych kilka godzin dziennie,
będą .. tacy jak dotąd.
A ciasteczka cytrynowe.. to tylko ciasteczka, ale warto dzielić się tym, co pyszne.
Były pyszne!
Jeśli przed Wami momenty, które chcecie umilić innym, lub też sobie,
zwykłym ciepłym i słodkim gestem - zróbcie co i ja uczyniłam.
Domowe, bardzo, bardzo wyjątkowe kule cytrynowe.

Składniki:
100 gram białej czekolady
70 gram masła ( około 1/3 kostki )
2 jajka L
3/4 szklanki drobnego cukru
3 szklanki mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
skórka starta z 1 cytryny
sok wyciśnięty z 1/2 cytryny
spora szczypta soli
cukier puder do obtaczania ciasteczek

Wykonanie:
Roztapiamy w rondelku masło, zestawiamy z ognia
i wrzucamy do niego połamaną na kostki czekoladę.
Mieszamy, aż zupełnie się rozpuści
i odstawiamy do wystudzenia.
Jaja ubijamy z cukrem na puszystą masę, dodajemy skórkę i sok z cytryny.
Nie przerywając miksowania dolewamy czekoladę z masłem.
Następnie przesiewamy mąkę z proszkiem do pieczenia i solą, miksujemy.
Ciasto powinno być zwarte.
Zawijamy je w folię aluminiową i na dwie, trzy godziny
wkładamy do lodówki lub zamrażarki.

Po wyciągnięciu zabieramy się za formowanie ciasteczek.
Z masy odrywamy kawałeczki, w dłoniach turlamy kulki wielkości orzeszków włoskich.
Obtaczamy je całe w cukrze pudrze,
wsypanym do głębokiego talerza
i układamy na blaszce z piekarnika wyłożonej podkładką silikonową
lub papierem do pieczenia, w odstępach około 4 cm.
Pieczemy w 170 stopniach, przez 13 - 14 minut.
Powinny pozostać jasne, z popękaną skórką
( mam skojarzenie z wyglądem chleba tygrysiego :))
Wyciągamy, studzimy i chowamy do puszki.
Co się nie zmieści, nie ma wyjścia, trzeba zjeść. Pyszne!!

Drobna uwaga - gdy ściągniecie jedną partię upieczonych
już ciastek z gorącej blaszki, drugą przygotujcie wcześniej
i wykładajcie na blaszkę jak najszybciej.

 


W czasie, w którym jedni się integrują
z ciasteczek wykorzystaniem,
urlopu nie posiadając,
inni korzystają
z ferii.. zimowych.
To pozdrowienia z wyjazdu
na narty.



niedziela, 19 stycznia 2020

Ciasteczka kruche z masłem orzechowym


Przepyszne, chrupiące, kruche, delikatne, wyraźnie maślane,
nie dominuje w nich jednak posmak masła z orzechów.
Całość dopełniają groszki czekoladowe.

Znalazłam w lodówce krem z nerkowców  -  szukałam musztardy.
Przeleżał zapomniany od grudnia.
A dziś - na czerwono wpisana w kalendarz kuchenny,
zaplanowana  kawa z teściami,
preludium do zbliżającego się święta dziadków.
Prezent od wnuczki spakowany,
ciasteczka eksperymentalne stały się moim wkładem,
upchanym w puszkę.
Przepisu na nerkowcowe jeszcze rano nie posiadałam.
Pamiętałam natomiast jeden, z zastosowaniem masła orzechowego.
Orzech orzechowi nie równy, ale dałam nerkowcom szansę.
Teść i tak orzechów nie akceptuje w żadnym wydaniu,
teściowa akceptuje wszystko.
Tak oto debiutanckie ciasteczka trafiły na stół.
Większość z nich zjadła córka, ignorując wykwintny babciny tort,
ciesząc się natomiast z półbutów na obcasach,
które babcia wręczyła jej nielegalnie, w chwili mej nieuwagi.
Dziękuję mamo teściowo:)

Składniki:
100 gram miękkiego masła
100 gram drobnego cukru
160 gram masła orzechowego
( u mnie masło z orzechów nerkowca, jasne, prawie białe
i znacznie słodsze od masła orzechowego )
1 jajko L
spora szczypta soli
1 pełna szklanka mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
groszki lub płatki czekoladowe - tak 1/2 szklanki

Wykonanie:
Miękkie masło, masło z orzechów i cukier ucieramy
mikserem na gładki krem, przez około 2 - 3 minuty.
Wbijamy jajko i miksujemy kolejna minutę.
Odkładamy mikser, przesiewamy na raz mąkę
z proszkiem do pieczenia i  solą.
Wsypujemy groszki czekoladowe
i mieszamy całość łyżką bardzo dokładnie,
aż uzyskamy jednolitą, gęstą, zwartą masę.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni.
Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia ( ja używam podkładki silikonowej ),
z ciasta formujemy w dłoniach kuleczki,  wielkości mniejszego orzeszka włoskiego
(  nadanie kształtów nerkowców jest niewykonalne, choć byłaby w tym pewna logika :))
i układamy na blaszce, w odstępach  4 cm.
Pieczemy około 13 - 14 minut,
nie powinny się spiec zbyt mocno,
bo stwardnieją za bardzo po wystudzeniu.

Przy zastosowaniu klasycznego masła orzechowego z orzeszków ziemnych,
smak ciastek jest zdecydowanie bardziej zdominowany orzeszkami ziemnymi,
ale to tylko argument, by w tym wydaniu również je upiec.

Z dedykacją dla babć, dziadków, wnuczek i wnuczków. Smacznego!!




piątek, 17 stycznia 2020

Biszkopt z ulubionymi bakaliami



Ciasto nieskomplikowane, idealne na umilenie styczniowych poranków.
Do kawy, przed pracą.
Do kawy w samo południe, by energię odzyskać po kilku godzinach liczenia, pisania, mówienia, badania, analizowania, sprzedawania, reklamowania, projektowania, jeżdżenia, operowania, urzędowania, noszenia na rękach siedmio kilogramowych pociech
( czymkolwiek te godziny musieliście wypełnić ).
Zamiast gotowej bułki z pobliskiej piekarni 
- z szynką, kotletem, jajkiem lub pastą z cieciorki dla eko bio vege zwolenników.
Do popołudniowej herbatki.
Nie dla zdeklarowanych wydłubywaczy rodzynek z ciast i uczulonych na orzechy.
Niestety. Jeśli się do nich zaliczacie, na tym etapie zakończcie lekturę tego przepisu.
Bo proponuję placek bakaliowy. Z orzechami, rodzynkami
lub w zastępstwie rodzynek - z daktylami, figami, morelami.
Szybko się go uciera, szybko się piecze,
szybko się też powinno go skonsumować, bo szybko wysycha.
Pozostaje smaczny, ale chrupią w nim już nie tylko orzechy - cały chrupie.
Jeśli zostało wam pół paczki rodzynek po pieczeniu świątecznego sernika,
paczka orzechów, które nie zmieściły się w świątecznym pierniku,
kilka fig, które niewykorzystane pozostaną - upieczcie to ciasto.
Jest przyjemne.
Jak piątkowy wieczór po pracowitym tygodniu.
Dziś mamy piątkowy wieczór.
Dlatego to pierwsze przyjemne i oczywiste skojarzenie jakie posiadam.

Posiłkowałam się jednym z przepisów znalezionym w internecie.
Dość dawno i nie zapisałam źródła.
Więc jeśli źródło pozwoli, zamieszczam ten przepis, bez autora wskazania.
Ale - dziękuję, bo to naprawdę dobry przepis :)

Składniki:
na tortownicę o śr. 24 cm
4 duże jaja
1 szklanka drobnego cukru
1/2 szklanki oleju
1,5 szklanki mąki pszennej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cynamonu
2 łyżeczki cukru waniliowego
szczypta soli
1/2 szklanki siekanych ulubionych orzechów
(włoskie są ulubione w tym wydaniu)
1/2 szklanki rodzynek
kilka pokrojonych suszonych fig

Wykonanie:
Jaja ubijamy z cukrami na gęstą jasną masę - około 5 minut.
Przesiewamy mąkę z proszkiem i cynamonem, solą i miksujemy,
powoli wlewając olej.
Gdy masa jest jednolita, odkładamy mikser,
wrzucamy pokrojone drobno bakalie i mieszamy szpatułką.
Wlewamy do tortownicy posmarowanej olejem i obsypanej mąką.
Pieczemy około 40 minut w 180 stopniach - do suchego patyczka.

Po wystudzeniu  - posypujemy cukrem pudrem,
lub polewamy lukrem z dodatkiem soku cytrynowego.
I kroimy - nawet spory trójkąt wydaje się bardzo leciutki, puchaty
i zupełnie nieszkodliwy dla naszego komfortu noszenia obcisłych spodni.
( oszustwo to straszne - bakalie maja moc, wiecie jaką ).




czwartek, 16 stycznia 2020

Tort mascaropne z kajmakiem i biszkoptami w kawie


Cztery warstwy. Sześć poziomów. 
Każdy z nich mógłby stanowić byt samodzielny - niezależny. Każdy pyszny.
A tu - w kompozycji wyjątkowej, bo każdy jej element
współgra z tym na górze i na dole.
Nie wiem, co w nim najpyszniejsze.
Wiem natomiast, że polecam go z pełnym przekonaniem,
nie ujmujcie mu jednak żadnego ze składników.
Przepis kilkuetapowy.
Nie powinien sprawić problemów, nawet tym,
którzy pewnie czują się tylko w miksowaniu babkowych gotowców.

To kolejny z tortów, upieczonych przeze mnie w minionych tygodniach.
Wspominałam w ostatnio zamieszczanych przepisach,
o moim maratonie pożegnalnym.
Ten tort maraton mój, emocjonalnie niełatwy zakańczał.
Unikałam dotąd pieczenia tortów dla osób,
którym chciałam udowodnić,
że o pieczeniu mam jako takie pojęcie. Asekurantka ze mnie.
Jest wiele przepisów, które gwarantują,
że częstowani będą w pełni usatysfakcjonowani.
Receptury dające poczucie bezpieczeństwa.
Rezygnując ze zdroworozsądkowego
zagwarantowania pewności wypieku jakości, znów upiekłam tort.
Dla osób bardzo wyjątkowych.
I wyszedł wyjątkowy. Tak go oceniono.
Dziękuję Wam Dodatkowicze za to.
Dziękuje Wam nie tylko za to.
Dla Was warto ryzykować,
więc to na pewno nie ostatni wspólnie testowany tort.

Składniki:
Tortownica 24 cm średnicy:

Czekoladowy biszkopt :

3 jajka
4 łyżki cukru
3 łyżki mąki pszennej
3 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżka gorzkiego kakao
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cukru waniliowego

Jaja miksujemy z cukrami na biały gęsty krem.
Przesiewamy stopniowo mąki wymieszane wcześniej
z kakao i proszkiem do pieczenia, mieszamy łyżką.
Wlewamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia
i pieczemy w 190 stopniach przez około 25 minut.
Studzimy.

Krem mascarpone:
250 gram mascarpone
450 ml śmietany kremówki 30 %
2 łyżki cukru pudru
1 łyżka żelatyny
Żelatynę zalewamy niewielką ilością zimnej wody,
odstawiamy do napęcznienia i rozpuszczamy w mikrofalówce
( nie można jej zagotować, bo starci właściwości żelujące ).
Śmietanę ubijamy na sztywno z cukrem pudrem.
Mascarpone ucieramy w osobnej misce, dodajemy śmietanę
i miksujemy do połączenia.
Wlewamy rozpuszczoną żelatynę, mieszamy na gładko.

Dodatkowo:
1 puszka kajmaku kakaowego
1/2 kostki miękkiego masła
1/3 słoika konfitury wiśniowej
łyżka galaretki wiśniowej
1 szklanka mocnej, słodkiej kawy do nasączenia biszkoptów
i biszkopta kakaowego
1 paczka biszkoptów - okrągłych
Czekolada deserowa - 4 kostki, do starcia na wierzch ciasta.

Wykonanie:
Konfiturę rozpuszczamy w rondelku z galaretką,
odstawiamy na chwilę do lodówki, by zaczęła tężeć.
Miękkie masło ucieramy w misce mikserem, z całą puszką kajmaku.

Ścinamy wierzch biszkopta 
( cieniutką warstwę, by później zetrzeć ją na wierzch ciasta ).
Ciasto nasączamy obficie zaparzoną kawą.
WAŻNE - tort składamy przy założonej obręczy tortownicy.
Masy ścinają się do właściwej konsystencji dopiero po schłodzeniu w lodówce.
W czasie wykładania na biszkopcie konieczna jest obręcz,
ograniczającą ich zapędy wypłynięcia ;)

Nakładamy pierwsza warstwę - kajmak zmiksowany z masłem.
Na kajmak wykładamy jeden przy drugim,  nasączone w pozostałej
kawie okrągłe biszkopty ( nie żałujcie im nasączenia ).
Pomiędzy biszkopty wkładamy łyżeczką konfiturę wiśniową zastygniętą z galaretką.
Teraz kładziemy pierwszą warstwę masy śmietanowej - połowę jej ilości.
Ponownie układamy nasączone biszkopty, jeden przy drugim
( zaczynajcie układanie od środka ciasta ).
I nakładamy kolejną, drugą warstwę śmietany z mascarpone.
Wyrównujemy wierzch i posypujemy startym na tarce
o grubych oczkach, odkrojonym biszkoptem kakaowym.
Na sam koniec ścieramy deserową czekoladę.
Ciasto wstawiamy do lodówki do stężenia.
Co ja piszę, jakie ciasto, to tort z prawdziwego zdarzenia.

pierwsza warstwa biszkoptów
na kajmaku, pomiędzy wiśniowa
konfitura











wtorek, 14 stycznia 2020

Szarlotka orzechowa z biszkoptami i masą mascarpone



Niestety, będę sentymentalna. Uderzę w ckliwe tony.
Pewne okazje wymagają odpowiedniej oprawy.
Ważne dla nas daty,  spotkania z ważnymi dla nas ludźmi.
Nieczęsto są warte zapamiętania na zawsze.
Za mną trudny, wyczerpujący emocjonalnie maraton tego typu spotkań.
Takich, których nie zaciera w naszych wspomnieniach ani czas,
ani kolejne rozdziały, te zupełnie nowe.
A ciasto ( bo przecież ma być o szarlotce to moje klikanie )
upiekłam, by osłodzić jeden z etapów tego maratonu.
Etapu, z kategorii spotkań przy ciachu pożegnalnym.
A powodów tak wiele, by dziękować Tym,
z którymi pożegnać się musiałam.
Uzmysłowili mi, w czym tkwi rozstań warość największa.
W tym, że możemy szczerze powiedzieć - dziękuję.
Mam szczęście. Mam wokół siebie takich właśnie ludzi.
Choć nie do końca. Dla nich słowo dziekuję, to za mało.
Tak jak i dobre ciasto, to za mało.. ale zawsze coś :)

Składniki:
Biszkopt orzechowy:
1 i 1/2 szklanki mąki
1/2 szklanki cukru
4 jaja
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki oleju
cukier waniliowy
1 łyżeczka cynamonu
2 garści posiekanych orzechów włoskich
1 garść rodzynek

Krem:
500 ml śmietany 30 %
250 gram mascarpone
3/4 szklanki cukru pudru
1 łyżka żelatyny
1 garść posiekanych orzechów włoskich
4 kostki białej czekolady, do starcia i posypania wierzchu ciasta.

Masa jabłkowa:
5 średnich jabłek
2 opakowania galaretki cytrynowej
3 łyżki soku z cytryny
1 paczka biszkoptów
1 łyżka cukru
Dodatkowo: 
1 szklanka posłodzonej wody z sokiem cytrynowym - na poncz

Wykonanie:
Ciasto:
Jajka ucieramy z cukrami, na białą masę, przez około 10 minut.
Przesiewamy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i cynamonem.
Wlewamy olej i miksujemy, tylko do połączenia składników.
Wsypujemy na koniec posiekane orzechy, rodzynki,
mieszamy szpatułką i przelewamy do tortownicy o średnicy 24 cm,
albo blaszki o wymiarach około 22 cm / 24 cm.
Pieczemy w 180 stopniach przez 40 minut.
Studzimy i ścinamy górną warstwę ciasta, tak około 1 cm
( by masa jabłkowa właściwie przylegała do ciasta ).
Ciasto możemy również naponczować wodą z sokiem cytrynowym i cukrem.
Masa jabłkowa:
Jabłka ścieramy na tarce o grubych oczkach.
Przekładamy do dużego garnka i smażymy z łyżką cukru,
sokiem cytrynowym, w razie potrzeby podlewając wodą.
Wystarczy około 10 minut - nie powinny się rozgotować.
Na koniec gorące mieszamy z galaretkami, aż się rozpuszczą. Studzimy. Wykładamy równą warstwą na naponczowany
posłodzoną wodą z sokiem cytrynowym biszkopt.
Biszkopty nasączamy w wodzie z sokiem z cytryny i cukrem,
układamy jeden przy drugim na jabłkach.
Krem:
Żelatynę rozpuszczamy w 1/4 szklanki zimnej wody,
pozostawiamy do napęcznienia.
Rozpuszczamy ją następnie, nie dopuszczając do zagotowania
- ja robię to w mikrofalówce.
Schłodzoną śmietanę ubijamy z cukrem na sztywno.
Serek mascarpone ucieramy w misce, dodajemy do niego ubitą śmietanę i miksujemy na najniższych obrotach, wlewając powoli żelatynę.
Do gotowej masy wsypujemy orzechy włoskie
( dobrze robi im wcześniejsze podprażenie ).
Mieszamy całość delikatnie i wykładamy na masę jabłkową i biszkopty,
wyrównujemy wierzch i posypujemy startą białą czekoladą.
Baaardzo ciężką, wypełniona po brzegi blaszkę wkładamy do lodówki
na kilka godzin, do stężenia.
Biszkopty nasączone i wyłożone
na masę jabłkową





poniedziałek, 13 stycznia 2020

Tort ajerkoniakowy z masą budyniową






Tort. Powinien uświetnić okazję, ważny moment, wydarzenie,
przełom, sukces, porażkę, jubileusz, rocznicę, święto.
Upieczony,  by przy jego kawałku celebrować ważne daty w kalendarzu,
lub daty istotne tylko dla nas.
Ten tort powstał w związku z datą kalendarzową. Szósty styczeń. Trzech Króli.
W tym roku złamałam wszelkie zasady.
Tort cytrynowy z bezą - pieczony z reguły na tę okoliczność, nie stał się bohaterem.
Kilka dni wcześniej upiekłam cytrynowca - Madera,
zatem postawiłam tym razem na ciasto absolutnie nie cytrusowe i nie kwaskowate.

Jest bardzo elegancki. Łagodne smaki biszkopta i masy budyniowej 
przełamała wkładka powidłowo - galaretkowa.
Smak ajerkoniaku jest intensywnie wyczuwalny, ale nie dominuje nad pozostałymi.
Masa ma kremową konsystencję, poddaje się krojeniu nożem, 
nie rozlewając się na boki i doły, talerze i stoły.
Z podanych proporcji wychodzi duża,  24 cm torownica,
po brzegi wypełniona trzema pysznymi warstwami.
Siódmy styczeń. Nie pozostał ani jeden trójkąt.
Tzn. podejrzewam, że został w śniadaniówce córki, 
która dostała pomyłkowo do szkoły nie swoje śniadanie, z dołączonym tortem.
Dowiem się, gdy wróci.
Albo za jakiś czas, odnajdując wspomniany kawałek w miejscu, 
będącym przechowalnią niedojedzonych fragmentów prowiantu.
Czy magazyn spożywczy w swym pokoju posiadają tylko dzieci
narażone na szykany za niedojadanie? Córka mi tego wpisu nie wybaczy ;)

Składniki:
na tortownicę o średnicy 24 cm

Ciasto ajerkoniakowe :

240 gram mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
4 jajka
160 gram cukru pudru
200 ml oleju
150 ml ajerkoniaku
2 płaskie łyżki kakao

Masa budyniowa:

1 opakowanie budyniu waniliowego
450 ml mleka
150 gram cukru pudru
1 łyżka żelatyny
200 ml śmietany 30 %

Dodatkowo:
mały słoiczek konfitury śliwkowej lub wiśniowej
2 łyżki galaretki wiśniowej

Wykonanie ciasta:

Oddzielamy żółtka od białek, mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia.
Żółtka ucieramy na biały krem ze 100 gramami cukru pudru.
Wlewamy stopniowo olej i ajerkoniak, miksujemy do połączenia.
Białka ubijamy na sztywno, na koniec dosypujemy
pozostałe 50 gram cukru pudru, ubijamy jeszcze przez chwilkę.
Do masy żółtkowej wsypujemy mąkę i delikatnie mieszamy, by się połączyły.
Następnie dodajemy pianę z białek, również powoli i delikatnie mieszając.

Do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia wylewamy około 2/3 masy.
Do pozostałej w misce części wsypujemy kakao 
i mieszamy, aż masa stanie się jednolicie brązowa.
Wylewamy ją wówczas na jasne ciasto
i widelcem fantazyjnie robimy wzorki, mieszając oba ciasta, tworząc marmurek.

Pieczemy w 180 stopniach przez około 35 - 40 minut, do suchego patyczka.
Wyciągamy i studzimy.

Teraz czas na wykonanie żelki.
Konfiturę podgrzewamy w rondelku, dodajemy do niej dwie łyżki galaretki
i mieszamy do rozpuszczenia, ale nie do zagotowania! Odstawiamy na chwilkę.

Galaretka zastyga, ciasto się studzi - czas na masę budyniową.

Budyń mieszamy ze 100 ml mleka. 150 ml mleka zagotowujemy,
wlewamy budyń i gotujemy mieszając szybko, by nie powstały grudki.
Studzimy.
Żelatynę moczymy w odrobinie zimnej wody, gdy napęcznieje,
rozpuszczamy ją delikatnie podgrzewając - ja robię to w mikrofalówce.

Pozostałe 200 ml mleka podgrzewamy z 150 gramami cukru.
Dodajemy rozpuszczoną żelatynę i mieszamy dokładnie.
Teraz czas na śmietanę - ubijamy ją na sztywno
i dodajemy do masy z budyniu.( wystudzonej !!!).
Mieszamy łyżką do uzyskania aksamitnej masy.

Z wystudzonego już ciasta ajerkoniakowego ścinamy wierzch -  jak najcieńszą warstwę. 
Drążymy delikatnie łyżką środek, na głębokość około 1 cm, 
zostawiając rant szerokości 2 cm.
Ścięty wierzch ciasta ścieramy na tarce o grubych oczkach - posypiemy nim górę dzieła.
Wydrążony środek ciasta smarujemy tężejącą konfiturą,
wyrównujemy całe zagłębienie. Zakładamy obręcz tortownicy.

Teraz wykładamy masę śmietanową, wygładzamy powierzchnię i posypujemy startym ciastem.

Po przeczytaniu powyższej instrukcji, odniesiecie wrażenie,
że to niepokojąco pracochłonny wypiek. Nie przeczę.
Trochę serca trzeba w niego włożyć i dobrze rozplanować
poszczególne etapy w czasie.
Efekt jest wart tej logistycznej operacji.
Poza tym, miewamy momenty, w których chcemy zająć czymś myśli,
ręce, 5 misek i kuchnię mieć tylko dla siebie przez dłuższy czas.
Jeśli tego potrzebujecie - do dzieła.
Etap mieszania śmietany
 z masą budyniową

Starty wierzch ciasta
który posłuży jako kruszonka
na górę





wtorek, 7 stycznia 2020

Cytrynowo - migdałowe ciasto Madera






Przeglądałam książkę,  zapomnianą i wepchaną pomiędzy inne na długi czas..
Szukałam przepisu na ciasto czekoladowe, przekładane masą wiśniową.
Zanim go znalazłam,  wzrok mój padł na przepis pt "Madera".
Nie powstrzymałam się. Zamiast czekolady - cytryna. Zamiast wisienek - cytryna.
Ogółem całe to ciasto, to cytrynowa, puszysta, delikatna kompozycja.
Nie żałuję zmiany koncepcji.
Upieczone bez okazji, po prostu z potrzeby przetestowania odnalezionej receptury.
Wysłałam córkę do sklepu po trzy cytryny
i coś na osłodę męki dźwigania tego kwaśnego ciężaru.
Cała reszta była pod ręką.
Przepis prosty w wykonaniu, a efekt tak znakomity,
że doskonały również na wyjątkowe okoliczności.
Poza tym - rzekomo trwa zima. Czas cytrusów eksploatowania na wszystkie sposoby.
W herbatkach, grzańcach..
Ja proponuję kawałek tego wypieczonego cytrusa do zwykłej, czarnej herbaty.
Nie słodźcie jej.
Ciasto jest bardzo słodziutkie.

Składniki:
3/4 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki mielonych migdałów
180 gram masła
2/3 szklanki cukru
1 łyżeczka skórki startej z cytryny
1/2 łyżeczki cynamonu
3 jajka - "L"
1/4 szklanki soku wyciśniętego z cytryny
szczypta soli

Kandyzowana cytryna:
1/2 szklanki cukru
1/4 szklanki wody
1 cytryna pokrojona w małe kawałeczki

Lukier cytrynowy utarty z:
 1 szklanki cukru pudru i 1 - 2 łyżek soku cytrynowego

Wykonanie:
Do miski przesiewamy mąkę z proszkiem, solą, wsypujemy migdały i mieszamy.
W drugiej misce miksujemy miękkie masło z cukrem,
skórką cytrynową, cynamonem - aż powstanie kremowa, jasna masa.
Dodajemy do niej po kolei jajka, miksując po każdym około pół minuty.
Nadal miksując - na małych obrotach,
wsypujemy mieszankę mąki z migdałami i wlewamy sok z cytryn.

Przekładamy ciasto do formy 20 cm / 20 cm,  wyłożonej papierem do pieczenia,
wyrównujemy powierzchnię ( powinno być dość gęste ).
Pieczemy w 170 stopniach,  około 40 minut, do suchego patyczka.
Ciasto nie wyrasta wysokie, powinno się ładnie zarumienić.
Studzimy i polewamy lukrem cytrynowym.

Aby zrobić kandyzowana cytrynę, którą wyłożymy na wierzch wypieku,
zaczynamy od obrania jednej cytryny.
Kroimy ją następnie w drobne cząstki.
W małym rondelku gotujemy wodę z cukrem, tak około 3 - 4 minut.
Dodajemy pokrojoną cytrynę i gotujemy do momentu zgęstnienia - około 10 minut.
Studzimy powstały syrop, wybieramy z niego cząstki cytryny i wykładamy na ciasto.

Zamiast wisienki na torcie - tu uwieńczeniem dzieła jest właśnie ta kandyzowana cytryna.
Nie pomijajcie tego elementu, dodaje całości jeszcze wyraźniejszego cytrynowego akcentu.
Ciasto polecam wielbicielom babek ucieranych cytrynowych, cytrynowych tart i wszelkich kwaskowatych wypieków.
Jest bardzo słodkie, ale nie mdłe.
Zachowuje długo świeżość, nie wysycha nawet przez trzy, cztery dni
( przechowywane pod przykryciem ).