poniedziałek, 9 lutego 2026

Ciasto kakaowe z dodatkiem jogurtu i migdałów


Kakaowy klasyk - dziś w roli głównej.
Ciasto z dodatkiem gorzkiego kakao, jogurtu, wanilii.
Aromatyczny, miękki, niekłopotliwy w przygotowaniu. 
Z dodatkiem mielonych migdałów. 
Piękny, ciemny, czekoladowy i kuszący kolor.
Wypiek pięknie wyrasta, dobrze się kroi i przechowuje.
Wystarczy oprószyć go pudrem i postawić na stole,
można pokusić się o gęstą polewę czekoladową, 
lub wzbogacić wnętrze - o dodatek orzechów lub posiekanej gorzkiej czekolady.
Upiekłam i prezentuję wersję podstawową, 
na odsłony w wersji wzbogaconej zapewne przyjdzie czas. 
Przepis znalazłam w " Małej Cukierence ", wprowadziłam niewielkie zmiany, 
ale ogółem opieram się wiernie o recepturę z wspomnianego bloga. 
Dziękuję Autorce za inspiracje.

Składniki:
wszystkie w temperaturze pokojowej

1 szklanka mąki pszennej tortowej
1/2 szklanki mąki migdałowej lub zmielonych migdałów
5 łyżek dobrego, gorzkiego kakao
80 ml oleju roślinnego
3 jaja rozmiar L
2/3 szklanki gęstego kremowego jogurtu greckiego
2/3 szklanki cukru  - u mnie trzcinowy
1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią
kilka łyżek soku z pomarańczy
szczypta soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

Wykonanie:
Zaczynamy od przygotowania suchych składników 
- do miski przesiewamy mąkę, kakao, sól, proszek i sodę, mieszamy.
Do drugiej, większej miski wbijamy jajka, wsypujemy cukier,
cukier z wanilią, wlewamy olej, dodajemy jogurt, sok z pomarańczy
 - ucieramy całość mikserem do dokładnego połączenia. 
Wystarczą 1 - 2 minuty miksowania.
Do jednolitej masy przesiewamy na raz przygotowane suche składniki. 
Ponownie miksujemy, krótko, tylko do powstania gładkiej masy.
Na koniec wsypujemy mąkę migdałową, mieszamy łyżką lub szpatułką.
Masa powinna być dość gęsta, półpłynna.
Przelewamy ją do przygotowanej formy 
- u mnie silikonowa tortownica o średnicy 21 cm.
Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni, 
pieczemy około 40 minut. 
Przed wyłączeniem piekarnika, koniecznie sprawdźcie wykałaczką, 
czy ciasto w środku jest suche. Jeśli nie - dopiekamy.
Gotowy wypiek zostawiamy przez kilka minut w uchylonym piekarniku, 
wyciągamy i studzimy zupełnie.
Na pozór zwykły, znany wszystkim "murzynek ". 
Chyba stęskniłam się za tego typu wypiekami, 
bo smakuje mi wyjątkowo. A może faktycznie jest wyjątkowy 
- dzięki dodatkom takim jak migdały, jogurt, olej 
( klasyczny "murzynek" o ile pamiętam, przygotowywano 
na rozpuszczanej margarynie i mleku ).
Długo zachowuje miękkość, naprawdę broni się smakiem.
Ciasto, które warto mieć w paterze, 
gdy czas na popołudniową kawę, 
tym bardziej gdy możemy ją wypić w towarzystwie kogoś, 
kto stawiając opór wirusom, wpada zapytać jak się czujemy. 
Zdrówka życzę w tym trudnym okresie wszędobylskich zarazków.












piątek, 6 lutego 2026

Ciasteczka kruche "pierożki" z jabłkami


Wracam do lubianego przeze mnie przepisu, 
na ciasteczka kruche z dodatkiem proszku budyniowego.
Dziś nowa odsłona - w formie niewielkich, 
wypełnionych słodkim jabłuszkiem pierożków.
Rumiane, maślane, bardzo delikatne, kruche, 
a wnętrze przyjemnie słodkie, szarlotkowe.
Ciasto przygotowuje się błyskawicznie, w jednej misce,
po zagnieceniu wymaga krótkiego schłodzenia, 
by bezproblemowo poddawało się zlepianiu.
Zapraszam do lepienia.
 
Składniki:
proporcje na około osiem pierożków

3/4 szklanki mąki pszennej tortowej typ 450
2 pełne łyżki budyniu waniliowego lub śmietankowego bez cukru
1 łyżka mielonych orzechów lub migdałów
2 pełne łyżki cukru pudru
2 łyżeczki przyprawy do szarlotki - opcjonalnie
szczypta soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
80 gram bardzo miękkiego masła
1 jajko rozmiar M
dodatkowo:
1 słodkie jabłko pokrojone w cienkie półplasterki,
o grubości około 1 - 2 mm

Wykonanie:
Do większej miski wsypujemy budyniowy proszek, mąkę, 
proszek do pieczenia, mielone orzechy, sól, cukier puder, 
przyprawę do szarlotki lub zamiennie szczyptę cynamonu.
Przesiewamy składniki przez sitko.
Dodajemy mięciutkie masło i mieszamy składniki 
łyżką lub widelcem, do powstania zlepionych grudek. 
Wbijamy jajko, ponownie mieszamy, aż wszystko połączy się 
w jednolitą, miękką masę. Jeśli wyda się Wam zbyt lepiąca 
- dodajecie łyżkę lub dwie mąki. 
Gotowe ciasto wkładamy do lodówki na około 30 minut.
Po schłodzeniu wyciągamy, odrywamy dość spore fragmenty 
( wielkości małej mandarynki ) i w dłoniach rozpłaszczamy je 
na placuszki o średnicy wnętrza dłoni.
Na jednej połowie kładziemy plasterek jabłka, 
przykrywamy drugą połową, składając jak pierożka,
dokładnie zlepiamy brzegi, wyrównujemy i wygładzamy krawędzie.

Pierożki kładziemy na blaszce wyłożonej papierem,
troszkę urosną w trakcie pieczenia, 
więc zachowujemy pomiędzy nimi niewielkie odstępy.
Blaszkę wkładamy do piekarnika rozgrzanego do temperatury 180 stopni, 
pieczemy około 16 - 17 minut, bez termo - obiegu.
Ciasteczka powinny się tylko delikatnie zarumienić.
Wyciągamy, studzimy przełożone na talerz i
posypujemy cukrem pudrem.
Wszystko współgra - kruche ciasto z delikatnym nadzieniem 
jabłuszkowym, aromat orzechów i cynamonu. 
Wszystko w jednym, niewielkim ciasteczku.  Polecam!






niedziela, 25 stycznia 2026

Najprostsza drożdżówka z kruszonką

 
Mam obawę, że dzisiejszy wpis podejrzliwość w Was wzbudzi.
Zaproponuję dość nietypową metodę przygotowania ciasta drożdżowego.
Bez klasycznego zaczynu, zagniatania i odstawiania do podwajania objętości.
To ciasto przygotowuje się dwuetapowo, ale błyskawicznie. 
Do wyrabiania używamy trzepaczki ręcznej, nie wkładamy w ciasto dłoni. 
Po przygotowaniu przelewamy do formy, posypujemy kruszonką i pieczemy.
Ja oczywiście również miałam wątpliwości, co do tego przepisu skuteczności.
Już nie mam.
W związku z tym pozwólcie, że przedstawię Wam jedną 
z prostszych drożdżówek, jakie piekłam.
Przepis zaczerpnęłam z kanału YouTube " Spróbujemy! ". 
Dziękuje autorowi, za odmienne spojrzenie na pieczenie ciast z dodatkiem drożdży.

Składniki:
proporcje na formę o wymiarach 25 cm / 15 cm

2 szklanki mąki pszennej typ 450
2 jajka rozmiar L ( w temperaturze pokojowej )
1/4 szklanki oleju lub roztopionego masła
cukier z prawdziwa wanilią - 1 łyżka
szczypta soli
3 pełne łyżki drobnego cukru
20 gram świeżych drożdży
3/4 szklanki pełnotłustego, ciepłego mleka
Na kruszonkę: 
2 łyżki mąki pszennej
2 łyżki cukru trzcinowego
szczypta soli
1 pełna łyżka miękkiego masła

Wykonanie:

Etap pierwszy.
Do miski wbijamy jajka, wsypujemy cukier, cukier waniliowy 
i roztrzepujemy dokładnie trzepaczką ręczną, do lekkiego spienienia.
Wlewamy mleko - lekko podgrzane, przesiewamy jedną szklankę mąki, 
sól i mieszamy wszystko trzepaczką, do połączenia w jednolitą, półpłynną masę. 
Teraz, na wierzch kruszymy drożdże, ponownie mieszamy całość trzepaczką, 
wlewamy olej, mieszamy do połączenia. 
Masa powinna mieć konsystencję śmietany.
Przykrywamy miskę ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na około 15 minut. 
Drożdże w tym czasie zaczną pracować, co zauważycie 
w formie bąbelków na powierzchni masy.
Etap drugi.
Po upływie 15 minut,  do ciasta przesiewamy drugą szklankę mąki 
i ponownie mieszamy wszystkie składniki używając trzepaczki, dokładnie, 
na gładki, gęsty ale płynny krem. 
Wystarczy minutka, dwie energicznego mieszania, ubijania. 
Ciasto od razu przelewamy do przygotowanej formy keksowej 
- u mnie ceramiczna, wyłożona papierem do pieczenia. 
Wyrównujemy wierzch i posypujemy grudkami kruszonki 
zagniecionej z podanych składników.
Wypełnioną foremkę wkładamy do piekarnika rozgrzanego 
do temperatury 160 - 170 stopni, grzanie góra - dół, bez termo - obiegu. 
Pieczemy około 40 - 45 minut. Drożdżowiak wyraźnie urośnie, 
wierzch zarumieni się pod jasnozłotą, maślaną kruszonką.
Do ciasta możecie dodać troszkę ulubionych bakalii - rodzynki, żurawinę.
Ja tego nie zrobiłam, moja bułka miała być delikatnym śniadaniem,
smarowana masłem i dżemem morelowym smakowała wyjątkowo.
To przepis który może niepokoić absolutnym uproszczeniem 
zasad pracy z drożdżami, ale działa. 
Buła jest miękka, delikatna, wyrośnięta. 
Miękkość i wilgotność zachowuje długo, dzięki dodatkowi oleju roślinnego,
natomiast jeśli cenicie sobie zapach masełka w drożdżówce, 
zamienić możecie olej na rozpuszczone masło.
Przetestujcie, bez obaw.  
Dobrej - tej wyjątkowej niedzieli życzę 
- niech puszki orkiestrowe zapełnią się po brzegi :).






piątek, 23 stycznia 2026

Orzechowe ciacha z waniliowym budyniemw proszku


Nie będę oryginalna, dzisiejszy przepis to
powtórka z rozrywki sprzed kilku dni.
Ponownie proponuję kruche ciacha, z dodatkiem proszku budyniowego. 
Tym razem wersja waniliowo - orzechowa. 
Uproszczona do granic przyzwoitości, bo niewymagająca wałkowania, 
wycinania, jedynie uformowania kuleczek w dłoni. 
Tym razem naprawdę błyskawicznie, bez brudzenia niczego, 
poza jedną miską, łyżką i dłoni.
Zapraszam na orzechowe, pulchne ciacha z chrupiącą skórką, 
lekkim wnętrzem, o waniliowym ( dzięki budyniowi ) 
zapachu i maślanym posmaku. 
Przepyszne.

Składniki:
proporcje na około osiem dość sporych sztuk

2 łyżki budyniu waniliowego bez cukru
3/4 szklanki mąki pszennej tortowej typ 450
szczypta soli
2 pełne łyżki cukru pudru
3 pełne łyżki mielonych orzechów włoskich lub laskowych
1 łyżeczka proszku do pieczenia
80 gram bardzo miękkiego masła
1 jajko rozmiar M

Wykonanie:
Do większej miski wsypujemy budyniowy proszek, mąkę, 
proszek do pieczenia, sól i cukier puder, przesiewamy składniki przez sitko.
Wsypujemy mielone orzechy, dodajemy mięciutkie masło 
i mieszamy wszystkie składniki łyżką lub widelcem, 
do powstania drobnych, zlepionych grudek. 
Wbijamy jajko, ponownie mieszamy, aż wszystko połączy się 
w jednolitą, troszkę lepiącą masę. 
Jeśli wydaje Wam się zbyt luźna, dosypcie łyżkę mąki.
Gotowe ciasto wkładamy do lodówki na około 30 minut.
Po schłodzeniu wyciągamy, odrywamy fragmenty większe 
od orzecha włoskiego i w dłoniach formujemy, kulamy gładkie kulki. 
Każdą kulkę delikatnie spłaszczamy i zachowując odstępy kładziemy 
na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. 
Z podanych proporcji upiekłam osiem całkiem sporych ciastek.
Wkładamy blaszkę do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni 
i pieczemy 15 minut - nie dłużej, nawet jeśli wierzch ciasteczek 
wydaje się słabo zarumieniony.
Wyciągamy i po chwili przekładamy na talerz.
Nie ukrywam, najsmaczniejsze są bezpośrednio 
po upieczeniu, jeszcze delikatnie ciepłe rozpływają się w ustach. 
Przechowane dzień lub dwa, też pozostają chrupiące i znakomite.
Piątkowe popołudnie.. klikam do Was, a odpocząć mam plan 
po dość intensywnym tygodniu.
Zastanawiam się jak w te ciacha wkomponuje się proszek 
budyniu żurawinowego, z którym dziś wróciłam z Dino.
Piec czy nie piec.. Jutro. Będzie żurawinowo. 






niedziela, 18 stycznia 2026

Kruche, budyniowe ciasteczka z dziurką


Zapraszam na maślane, śmietankowe, lekkie, chrupiące ciasteczka.
Szybkie, proste i skuteczne. 
Wymagają kilku składników, które zapewne macie pod ręką.
Ciasto przygotowałam wczesnym rankiem, 
w przerwie między zagniataniem a pieczeniem 
cieszyłam się filiżanką niespiesznej, niedzielnej kawy. 
Zanim skończyłam, ciepłe ciacha już kusząco rumieniły się na talerzu.

Składniki:
proporcje na dziesięć, sporych ciasteczek 

1 pełna szklanka mąki pszennej typ 450
1 opakowanie budyniu śmietankowego bez cukru
szczypta soli
3 łyżki cukru pudru
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
100 gram masła - miękkiego
1 jajko

Wykonanie:
Do dużej miski przesiewamy mąkę, budyń, cukier puder, 
proszek do pieczenia i sól - składniki przesiewamy przez sitko,
by je dobrze napowietrzyć i połączyć.
Do suchych składników dodajemy miękkie ( nie rozpuszczone ) masło, 
widelcem rozcieramy je z suchymi składnikami, 
do uzyskania struktury drobnej kruszonki lub proszku. 
Wbijamy jajko, mieszamy jeszcze chwilę widelcem,
a gdy składniki połączą się w jednolitą masę, 
szybko zagniatamy je dłonią, formując kulę.
Ciasto powinno być plastyczne, zwarte, jeśli uważacie, 
że jest zbyt lepiące, dosypcie jeszcze łyżkę lub dwie mąki.  
Uformowaną kulę chowamy na pół godziny do lodówki.
Po tym czasie wyciągamy na blat i wałkujemy na grubość 
około 0,5 cm - ja wałkuję na silikonowej podkładce, 
jeśli takowej nie posiadacie, blat kuchenny posypcie mąką.
Szklanką wycinamy ciasteczka, układamy na blaszce wyłożonej 
papierem do pieczenia, w odstępach.
Dziurki wewnątrz ciasteczek zrobiłam po prostu palcem.
Ciasteczka wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni, 
pieczemy do lekkiego zarumienienia, około 15 minut - nie dłużej.
Wyciągamy i od razu przekładamy na talerz.
Ciasteczka dzięki dodatkowi proszku budyniowego są przyjemnie 
kruche, troszkę sypkie, ale przy tym wyraźnie maślane.
Smak wykorzystanego budyniu jest umiarkowanie intensywny ,
moje są śmietankowe. Jeśli preferujecie smak waniliowy 
- użyjcie budyniu waniliowego.
Z podanych składników upieczenie około dziesięciu ciasteczek.
Nadają się oczywiście do kilkudniowego przechowywania
w zamkniętym pojemniku. 
Moje ciasteczka polukrowałam lukrem z cukru pudru i soku cytrynowego.
Według mnie nie wymagają dodatkowego dosładzania posypką czy lukrem, 
ale moje ciasteczka były poczęstunkiem dla osób, które poziom zadowolenia 
z ilości cukru w cukrze mają przesunięty troszkę ku groźnie górnym normom.
Polecam moje ciasteczka, w mroźną niedzielę, rozpoczynającą zapowiedziany 
maraton kilkudniowych, bardzo mroźnych poranków.
Zachęcam, na rozgrzanie, na szybkie pieczenie i szybkie chrupanie.








niedziela, 11 stycznia 2026

Baba waniliowa, majonezowa, lekka jak puch


Czas na wypiek bardzo delikatny, pachnący wanilią, kokosem, śmietanką.
Po świątecznym, obowiązkowym maratonie piernikowym i miodowym, 
chwila detoksu - dziś nie będzie kakao, czekolady i przypraw korzennych. 
Oto prawdziwy puch w formie baby, z dodatkiem majonezu 
i budyniu, którego smak jest subtelnie wyczuwalny w cieście. 
Ja wybrałam budyń kokosowy z białą czekoladą.  
Babka wymaga dosłownie piętnastu minut przygotowania 
i krótkiego czasu pieczenia. 
Cieplutka rozpływa się w ustach, więc prawie połowę 
rozkroiliśmy zaraz po wyciągnięciu z piekarnika 
na wczorajsze, sobotnie śniadanie. 
Druga połowa, nadal równie delikatna - czeka na dzisiejsze poobiednie dopełnienie.
Polecam babeczkę z pełnym przekonaniem, 
wyprzedzając obawy o obecność majonezu w cieście.
Właśnie on jest tym składnikiem, który wpływa na bajecznie 
delikatną strukturę ciasta. Jest zupełnie niewyczuwalny.
Baba uniwersalna - na każda okazję, jako słodkie drugie śniadanie, 
do kawki, herbaty zimowej. Pięknie prezentuje się na stole nawet 
bez lukru i posypki pudrowej. 
Cytrynowy lukier oczywiście jak najbardziej do niej pasuje.
Zastanawiam się właśnie, jak baba będzie smakować 
z dodatkiem budyniu pistacjowego, który mam w szufladzie.
Niebawem się przekonam, Was namawiam,
przekonajcie się, że to przepis do którego się wraca.

Składniki:
wszystkie w temperaturze pokojowej
proporcje na babę o średnicy 23 cm

4 jajka rozmiar L
4 łyżki cukru
szczypta soli
odrobina soku z cytryny
5 łyżek majonezu - delikatnego w smaku - u mnie Winiary 
1 opakowanie budyniu bez cukru, u mnie waniliowo - kokosowy
1/2 szklanki mąki pszennej tortowej typ 450
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Wykonanie:

W małej miseczce lub szklance mieszamy suche składniki 
- mąkę budyń, proszek. Odkładamy na bok.
Oddzielamy żółtka od białek. 
Białka wkładamy do dużej miski, 
wsypujemy szczyptę soli i ubijamy na wysokich obrotach 
miksera na puszystą pianę. Pod koniec ubijania stopniowo, 
łyżka po łyżce dodajemy cukier - cały czas miksujemy, 
do zupełnego rozpuszczenia się cukru.
Gdy masa stanie się szklista i gęsta, zmniejszamy obroty miksera 
wlewamy sok z cytryny i po kolei dodajemy żółtka, 
po każdym dodaniu miksujemy około 30 sekund. 
Teraz do ubitych na sztywno jajek dodajemy majonez, 
miksujemy dosłownie kilka sekund, tylko do połączenia z masą. 
Odkładamy mikser i na raz przesiewamy do masy wszystkie suche składniki.
Mieszamy całość już tylko silikonową szpatułką, 
tak, by mąka dokładnie połączyła się z masą, nie tworząc grudek. 
Masa powinna pozostać lekka, napowietrzona. 
Przelewamy całość do formy na przygotowaną babę z kominem, 
wyrównujemy i wkładamy do piekarnika, do 180 stopni, bez termoobiegu.
Pieczemy 35 minut. Po tym czasie lekko uchylamy piekarnik 
i zostawiamy babę wewnątrz jeszcze przez około 15 minut. 
Po tym czasie wyciągamy na blat i po chwili studzenia wyciągamy ją z formy.
Pierwszy, jeszcze ciepły wykrojony kawałeczek zaskakuje najbardziej, 
sprawia wrażenie, że nie waży nic.
Smacznego :)












wtorek, 6 stycznia 2026

Ciasteczka miodowe z białą czekoladą i orzechami

 

W poprzednim poście polecającym pierniczek czekoladowy podkreśliłam, 
że to przepis pomocny w wykorzystaniu nadmiaru ciemnej czekolady.
Wyciąganej z świątecznych upominków - w tabliczkach, pralinkach, 
bombonierkach, Mikołajach.. terminy przydatności niby długie, 
ale.. tu od przybytku może zaboleć. Nie głowa.
Dziś, w ramach profilaktyki - walczymy z nadmiarem czekolady białej. 
W jednym z prezentów znalazłam trójkątną Toblerone. 
360 gram. Czekolada biała i ogromna.
Jest doskonała - jeśli lubicie białą czekoladę.
Ja owszem, ale w tym rozmiarze - nic, tylko roztapiać, mieszać i piec.
Dziś więc w Kronice kolejny przepis "zero waste".
Nawet jeśli nie przepadacie za białą czekolada, te ciasteczka docenicie.
Korzenne, troszkę pierniczkowe, troszkę maślane, 
troszkę miękkie, troszkę chrupiące. 
U mnie będzie powtórka, ponad połowa czekolady jeszcze została.
Polecam! 

Składniki:
proporcje na dwie pełne blaszki małych kuleczek

70 gram masła
80 gram białej czekolady
1/2 szklanki miodu - u mnie wielokwiatowy
1 jajko rozmiar L
1 łyżka cukru trzcinowego
2 szklanki mąki pszennej
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki przyprawy piernikowej
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczka kawy rozpuszczalnej lub zbożowej typu Inka
1/2 szklanki posiekanych ulubionych orzechów 
szczypta soli

Wykonanie:

Na małym ogniu, w rondelku o grubym dnie rozpuszczamy miód, 
czekoladę i masło. Po otrzymaniu gładkiego, jednolitego kremu, 
ściągamy rondelek z palnika i zawartość studzimy.
Po przestudzeniu dodajemy jajko, cukier i energicznie 
mieszamy do połączenia.
Do większej miski przesiewamy mąkę, proszek do pieczenia,
sodę, przyprawy korzenne, sól. 
Krem czekoladowo - miodowy wlewamy do suchych składników, 
dokładnie mieszamy, do otrzymania gładkiej, jednolitej masy.
Na koniec wsypujemy drobno posiekane wybrane orzechy, 
mieszamy i zagniatamy dłonią - ciasto powinno być dość zwarte, 
może jednak pozostać lepkie.
Owijamy je folią i wkładamy do lodówki na około 30 - 40 minut, 
w chłodzie troszkę stwardnieje i nabierze właściwej konsystencji 
do formowania kuleczek.
Tak więc, po wskazanym czasie ciasto wyciągamy z lodówki
i w dłoniach formujemy ciasteczka - kuleczki wielkości orzecha włoskiego. 
Układamy je w odstępach na blaszce wyłożonej papierem 
do pieczenia, delikatnie spłaszczamy dłonią. 
Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni 
i - uwaga - pieczemy dość krótko, by zachowały miękkie, 
delikatne wnętrze tzn. nie dłużej niż 8 - 9 minut.
Po tym czasie wyciągamy blaszkę z piekarnika, 
nawet jeśli kuleczki wydają się podejrzanie jasne lub niedopieczone 
i ściągamy ciasteczka z blaszki, do przestudzenia.
Na ciepło - niesamowicie delikatne i mięciutkie.
Po przestudzeniu - lekko chrupiące, maślane, aromatyczne.
Można przechowywać je naprawdę długo w szczelnie 
zamkniętej puszce lub słoiku. 
Byłam pewna, że zapełniona po pokrywkę puszka wystarczy na dłużej.
Przynajmniej, by przez tydzień otwierać ją o poranku 
i wyciągać kulkę, do pierwszej kawki.
Kawa ostatnio w dużym kubku, wymagała przynajmniej kuleczek trzech.