piątek, 15 października 2021

Piernik na miodzie z masą czekoladową


Wróciłam do starego, naprawdę dobrego, klasycznego przepisu na piernik.
Z miodem, winem i karmelizowanym cukrem. 
Mocno korzenny, z każdym dniem nabierający wyrazistości.
Przy tym bardzo prosty, nie wymaga miksera, 
tylko czasu, na poszczególne etapy przygotowywania.
Dlaczego dziś, tak wcześnie rano gotowałam masę miodową,
zamiast pakować do śniadaniówki szkolnej kajzerkę?
Bo moja uczennica chora i mimo, że jej wiek uważam za wystarczający, 
by samotnie przechodziła przez proces leczniczo - uzdrowieńczy, 
dostałam opiekuńcze zwolnienie.
Za oknem mokro, wieje zimnem i liśćmi.
Jakiś czas temu przeglądałam przepisy sprzed lat, ten odłożyłam. 
Chyba właśnie z myślą o takim dniu, jak ten.
Dziś nie dodałam orzechów, inne wino trafiło do masy miodowej
a połowę piernika przełożyłam masą czekoladową. 
Nieprzyzwoicie czekoladową.
Niedługo zaczniemy zastanawiać się, 
który z pierników tym razem przeznaczymy na stół świąteczny.
To nie musi być ten. Ale może być właśnie ten. 
Cieszę się, że do niego dziś wróciłam. 
Mam wrażenie, ocieplił domową atmosferę, 
a za oknem przestało padać i wiać.

Składniki:
proporcje na formę o rozmiarach około 24 cm / 24 cm

300 gram mąki pszennej
1 pełna łyżeczka proszku do pieczenia
150 ml miodu - u mnie gryczany pół na pół z lipowym
40 gram masła - rozpuszczonego
3 jajka L
1 paczka przyprawy do piernika - u mnie niezmiennie Prymat
80 ml wina - półsłodkiego
90 gram cukru - u mnie pół na pół biały i dark muscovado

Wykonanie:
Do rondelka wsypujemy dwie łyżki cukru 
- dałam jedna łyżkę zwykłego, jedną dark muscovado i podgrzewamy, 
aż cukier zacznie się rozpuszczać. 
Gdy zrobi się płynny wlewamy wino i mieszając gotujemy, do zupełnego rozpuszczenia cukru. 
Wlewamy miód, wsypujemy resztę cukru i gotujemy jeszcze około 3 minut.
Odstawiamy z ognia, wsypujemy przyprawy, mieszamy 
i studzimy masę do letniej temperatury. 
Gdy przestygnie, wlewamy masło, mieszamy, 
dodajemy żółtka i łączymy całość trzepaczką.
Białka ubijamy na sztywno ze szczyptą soli.
Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia, 
połowę wsypujemy do masy miodowej, mieszamy łyżką lub trzepaczką, 
wsypujemy drugą połowę, orzechy lub wybrane bakalie ( jeśli je dodajecie ).
Mieszamy do połączenia i dodajemy pianę z białek. 
Po delikatnym wymieszaniu wylewamy ciasto do formy 
-  ja tym razem wykorzystałam kwadratową,
ale poprzednio piekłam w keksówce 
( wymaga wówczas dłuższego czasu pieczenia ).
Pieczemy w 175 stopniach około 35 minut ( w keksie 45 minut ).
Po upieczeniu, po 15 - tu minutach studzenia, 
wykrójcie sobie ciepły narożny kwadracik. 
Pachnie intensywnie, chrupie i rozpływa się w ustach.
Przestudzony piernik przełożyłam, jak wspomniałam 
masą czekoladową z obłędnego przepisu.
Podaję go w oryginalne, ale do pojedynczego przełożenia, 
jak w tym przypadku wystarczy użyć połowy składników.

Składniki masy czekoladowej:
1 puszka słodzonego mleka skondensowanego 
100 gram gorzkiego kakao
500 ml mleka
250 gram gorzkiej czekolady

Wykonanie:
Mleko skondensowane przelewamy do rondelka, wsypujemy kakao 
i mieszamy dokładnie, aż się połączą. 
Wlewamy mleko, stawiamy rondel na gazie 
i doprowadzamy masę do wrzenia, mieszając co jakiś czas. 
Po 5 minutach gotowania ściągamy rondelek z gazu 
i wrzucamy połamaną w kosteczki czekoladę. 
Mieszamy do utworzenia gładkiego musu 
i przelewamy do miski, najlepiej szklanej.
Przykrywamy folią spożywczą, tak by dotykała powierzchni masy 
i odstawiamy do zupełnego wystudzenia. 
Zimna masa staje się gęsta, aksamitna, błyszcząca.
Wykorzystać ją można do tortów, do ozdabiania muffin, 
do przekładania ciast czekoladowych lub pokrywania ich powierzchni. 
Nie wymaga przechowywania w lodówce.

Mój przełożony masą pierniczek zawinięty w folię dojrzewa. 
Kusić będzie uparcie, nie wróżę mu długiego leżakowania.











wtorek, 12 października 2021

Muffiny XXL z orzechami, czekoladą i syropem klonowym



Kolejny, zapowiedziany przepis z muffinami w rozmiarze XXL. 
Poprzednio rozpływałam się nad czekoladowymi mega babeczkami, 
dziś - te pyszne ciacha w jesiennym klimacie, korzenno - cynamonowej odsłonie.
Z orzeszkami i delikatnie wyczuwalną białą czekoladą.
Miękkie, sycące, aromatyczne.
Proporcje składników, sposób wykonania 
podobny jak w przypadku muffin czeko, 
prowadzący do efektu w/g mnie doskonałego.
Tym razem upiekłam tylko trzy megamuffiny, z połowy składników.
Jedna tych gabarytów babeczka, to idealna porcja dla dwóch osób. 
Pozostaje tylko zadbać o odpowiednie towarzystwo.
Wieczór we dwoje, we dwie lub we dwóch - muffina wspólna.
Jeśli się zasiedzicie, zawsze można dzielić i drugą.

Składniki:
Proporcje na 3 - 4 wielkie muffiny

250 gram mąki pszennej
2 łyżki mąki owsianej lub zmielonych płatków owsianych
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
mieszanka zmielonych na wiórki w misie blendera :
1/2 tabliczki białej czekolady  
3/4 szklanki mieszanki migdałów i orzechów włoskich
1 łyżeczka cynamonu

2 jaja
2 łyżki cukru brązowego
3 łyżki cukru białego
2 łyżki syropu klonowego
50 ml maślanki
50 ml kwaśnej śmietany 18 %
50 ml oleju roślinnego

Wykonanie:

Do jednej miski wbijamy jaja, wsypujemy cukry, wlewamy syrop klonowy 
i ubijamy trzepaczką przez chwilkę, do rozpuszczenia cukru.
Wlewamy maślankę, kwaśną śmietanę i olej, 
roztrzepujemy ponownie, energicznie, na jednolitą masę.

Do drugiej miski przesiewamy mąkę pszenną, mąkę owsianą, 
proszek i sodę, szczyptę soli i łyżeczkę cynamonu.
Mieszamy trzepaczką do połączenia, napowietrzając suche składniki. 
Następnie wlewamy do nich mokre składniki,
na górę wsypujemy wiórki rozdrobnionych orzechów z czekoladą 
i wszystko razem mieszamy trzepaczką - szybko, 
tylko do połączenia - mogą pozostać niewielkie grudki ciasta.
Konsystencja powinna być dość gęsta.
Masą napełniamy formy do dużych muffin, 
które ja ponadto wyłożyłam papilotkami z papieru do pieczenia, 
na wypadek gdyby rosły szaleńczo, a rosły szaleńczo.
Formę z babeczkami wkładamy do piekarnika rozgrzanego 
do 180 stopni i pieczemy około 35 minut.
Po upieczeniu, zostawiamy ją 5 minut w piekarniku, 
po czym wyciągamy i studzimy.

Aktu przepoławiania i częstowania dokonujcie,
gdy babeczka jeszcze lekko ciepła, 
skórka chrupiąca, a orzechowo - cynamonowe wnętrze rozgrzewa.
Zapraszam do pieczenia i dzielenia się z kimś, kto szczęśliwie siedzi obok.
















piątek, 8 października 2021

Mini tartaletki z malinami i bezami w śmietanie


Od tygodnia planowałam te oto tartaletki. 
Przepis wycięty z jednego z tygodników, bynajmniej nie kulinarnych, 
lecz poruszających kwestie kto, z kim, gdzie i w czym. 
I proszę, taki bonus.
Przyczepiony magnesem do lodówki,
czekał do wczoraj, do spokojnego piątku.
Nie, nie jest pracochłonny i czasochłonny,
ale - w piątek wszystko smakuje lepiej. 
Tak jak i sobotnia, poranna kawa, czego właśnie tego doświadczam.
Tartaletki wczorajsze zostały wspomnieniem, 
natomiast z reszty ciasta kruchego 
( z podanych proporcji troszkę go zostanie ), wycięłam małe ciasteczka. 
Jedno leży właśnie obok, przy tej najlepszej w tygodniu kawie.

Ciasto kruche na spód:
Składniki:
proporcje na 8 tartaletek o średnicy 10 cm

20 dag mąki - dałam krupczatkę, może być tortowa
13 dag miękkiego masła
2 żółtka
2 łyżki cukru pudru
opcjonalnie skórka starta z cytryny - 1/2 łyżeczki

Masa:
200 gram śmietanki kremówki 30 %
1/2 opakowania śmietan - fix
1 łyżka cukru pudru
1 szklanka małych pokruszonych drobno bezików
1/2 słoiczka przetartej konfitury malinowej
świeże maliny 

Wykonanie:
Z podanych składników zagniatamy ciasto 
- do przesianej do miski mąki dodajemy cukier, żółtka, 
miękkie masło i zagniatamy szybko w gładką, nielepiącą się do dłoni kulę. 
Wkładamy ją do zamrażarki na 15 minut.
Po tym czasie wyciągamy, odrywamy niewielkie kawałki 
i wylepiamy dość cienką warstwą foremki na tartaletki. 
Ja użyłam metalowych, których nie smarowałam tłuszczem, 
ponieważ zawartość masła w cieście sprawi, 
że po upieczeniu i tak bezproblemowo wyciagnięcie je z foremek.
Tak przygotowane spody wkładamy do piekarnika,
rozgrzanego do 180 stopni na około 15 minut - powinny się zarumienić.
Wyciągamy z piekarnika, od razu też wyciągamy z foremek i studzimy.
Gdy przestygną, spód smarujemy łyżeczką przetartej konfitury malinowej 
i wykładamy około dwóch łyżek masy śmietanowo - bezowej.

Przygotowanie masy:
Zimną śmietankę ubijamy na sztywno z cukrem i śmietan - fixem.
Do ubitej wsypujemy pokruszone beziki, 
mieszamy, by rozłożyły się równo w całej masie. 
Dodajemy trzy łyżki pozostałej konfitury i mieszamy,
krótko - wystarczy, by powstały malinowe smugi w śmietance.
Masę proponuję przygotować i wyłożyć na przygotowane kruche spody 
bezpośrednio przed poczęstunkiem, by bezy pozostały chrupkie. 
Wierzch wypełnionych tartaletek ozdabiamy malinami, 
ja dodałam też kilka winogron. 
Są naprawdę przepyszne - spód kruchutki, intensywnie maślany w smaku.
Słodka, malinowa, lekka śmietanka z chrupiącymi kawałkami bezików, 
w zasadzie sama w sobie jest deserem, można by ją serwować w pucharkach. 
Polecam przepis teraz, gdy jeszcze na półkach sklepowych 
można znaleźć świeże, słodkie maliny, a one grają tu pierwsze skrzypce. 
W zastępstwie oczywiście można pokusić się o borówki, 
lub winogrona, ale niech czekają. 
Pierwszą wersję przetestujecie na malinowo. 
Smacznego!









środa, 6 października 2021

Doskonałe, czekoladowe muffiny XXL

 


Myliłam się.  Muffiny mogą być doskonałe.
Miękkie, delikatne, wyrośnięte do rozmiarów imponujących. 
Dotychczasowe cukiernicze powody mej frustracji, 
czyli muffiny przetestowane w kilku sprawdzonych miejscach,
okazały się osiągalnym ideałem.
Mam przepis, przetestowałam w trzech wersjach smakowych.
Wszystkie zamieszczę na blogu z ulgą i poczuciem, że dotarłam do celu.
Upieczcie je we własnym piekarniku, 
przestrzegając kilku bardzo istotnych wskazówek.
Zachęcam, miejcie z tego tyle radości, co ja.
Oto one - wskazówki do stworzenia sześciu miękkich, bardzo dużych,
pysznych, kakaowo - czekoladowych muffin.

Składniki:
wszystkie w temperaturze pokojowej

340 gram mąki pszennej
3 jajka L
200 gram cukru ( można dodać troszkę więcej )
2 pełne łyżki kakao
100 gram oleju rzepakowego
100 gram maślanki
340 gram kwaśnej śmietany 18 %
1 łyżeczka cukru waniliowego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
szczypta soli
100 gram groszków czekoladowych lub poszatkowanej gorzkiej czekolady

Wykonanie:
Będziemy używać dwóch misek i jednej trzepaczki. 
Jak wspomniałam, to przepis na duże muffiny, 
dlatego potrzebujecie dużych foremek, 
nie tych standardowych na 12 babeczek. 
Ja wykorzystałam papierowe foremki, 
które dość długo leżały bezużyteczne w szufladzie.
Wyłożyłam je dodatkowo własnoręcznie robionymi papilotkami z papieru do pieczenia.

Do jednej miski wbijamy jajka, wsypujemy cukier, cukier waniliowy 
i mieszamy trzepaczką, tylko do połączenia. 
Wlewamy olej, maślankę, dodajemy śmietanę 
i ponownie mieszamy, do połączenia w jednolitą masę.
Do drugiej miski przesiewamy mąkę z proszkiem, sodę, 
dodajemy kakao, szczyptę soli i mieszamy, by dokładnie połączyły się ze sobą.
Do suchych składników przelewamy mokre, 
dosypujemy na wierzch czekoladę lub groszki czekoladowe,
i łączymy wszystko za pomocą trzepaczki, 
mieszając bardzo krótko i zdecydowanymi ruchami, 
mogą nawet pozostać niewielkie grudki. 
Zbyt dokładne mieszanie spowoduje, że muffiny staną się ciężkie i twarde.
Przygotowane ciasto, nakładamy do foremek 
- dzielimy je równo na sześć porcji. 
Porcjowałam je małą chochlą, po dwie do każdej foremki.
Muffiny pieczemy w 180 stopniach, około 35 minut. 
Po upieczeniu, zostawiamy je 2-3 minuty w piekarniku, wyciągamy i studzimy.
To oczywiście ten rodzaj wypieku, który jeszcze delikatnie ciepły, 
z chrupiącą skórką, powala.
Dzielcie się nimi, przekrawając przynajmniej na pół,
jedna muffina zjedzona bez wspólnika - naprawdę powala, już dosłownie :).












sobota, 2 października 2021

Tort marchewkowo - orzechowy z agrestem i mascarpone


Torty marchewkowe z reguły zamawiam w cukierniach.
Jeśli prezentują się zachęcajaco za witrynami, ulegam pokusie mimo obawy, 
że już w pierwszym kawałku wyczuję posmak sody, którego nie lubię.
Nie wiem dlaczego, to jedno z tych ciast, podobnie jak klasyczna W-Z ka,
które omijam, gdy planuję na stole wyeksponować 
coś wyjątkowego i sprawdzonego jednocześnie.
Marchewkowiec dla wielu jest klasyką, szczególnie z maślanym kremem, 
wykończony na wierzchu rozetką z orzeszków.
Dla mnie klasyki nigdy nie stanowił, dopiero dziś prezentuję ten, 
który mógłby się wkomponować w jej ramy.
Niewielki, naprawdę prosty do wykonania i po prostu znakomity.
Smak korzenny, orzechowy. 
Jesień otula nas od kilku dni spokojem i delikatnym ciepłem.
Polecam ten przepis wszystkim zakańczającym sezon ogrodowy, 
plenerowy lub balkonowy, na umilenie przerwy przy grabieniu liści,
robieniu porządków z uschniętymi w doniczkach pelargoniami.
Do rozgrzewającej herbaty i kieliszka czerwonego wina.
To też mój plan, na kolejny raz z tym tortem.
Bedziemy w trójkę, ciepłe koce na kolanach, 
szybko stygnąca na balkonie kawa i jeden tort.

Mocno orzechowy, słodko - kwaśny, z korzennym aromatem.
Masa - kremowa, subtelna, bez dodatku masła jak w klasycznych tortach marchewkowych.  
Ta na bazie śmietanki i serka stanowi delikatny kontrast 
dla wyraźnej w smaku i bardzo słodkiej konfitury agrestowej.
Przepis upraszcza fakt, że składniki podane są w przeliczeniu na szklanki,
więc wagi kuchenne mogą pozostać w szufladach.

Składniki:
proporcje na tortownicę o średnicy 22 cm

Ciasto marchewkowe:
4 jaja
1 szklanka zmielonych orzechów włoskich lub migdałów
1/2 szklanki brązowego cukru
3 pełne łyżki mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 szklanka startej drobno i odcisniętej marchewki
1/2 łyżeczki cynamonu
2 łyżki soku z pomarańczy
2 łyżeczki skórki startej z pomarańczy
szczypta soli do ubijania białek
kilka korzennych ciasteczek Lotus
1/2 słoiczka konfitury agrestowej

Wykonanie:

Jaja rozdzielamy, białka ubijamy na sztywno, dosypując szczyptę soli.
Do większej miski wkładamy żółtka, wsypujemy cukier 
i ubijamy mikserem na wysokich obrotach, aż zbieleją. 
Dolewamy sok pomarańczowy, wsypujemy cynamon, startą skórkę, 
wsypujemy odcisnietą z soku marchew oraz zmielone orzechy.
Mieszamy całość łyżką - masa na tym etapie będzie bardzo gęsta.
Partiami zaczynamy wsypywać mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia, 
naprzemiennie z dodawaniem piany z białek, 
czyli - łyżka mąki - białka, łyżka mąki - białka, cały czas mieszając.
Gotowe do pieczenia ciasto wlewamy do tortownicy wyłożonej papierem.
Piekarnik rozgrzewamy do 100 stopni, 
zaraz po włożeniu marchewkowca temperaturę zwiększamy 
do 180 stopni i pieczemy około 50 minut.
Po wyłączeniu piekarnika zostawiamy w nim wypiek na około 5 minut,
wyciągamy i studzimy zupełnie przed przekrojeniem.
Ciasto nie wyrasta wysokie, jest puszyste i wilgotne jednocześnie. 
Po przekrojeniu na pół, uzyskacie dwa, idealnej wysokości blaty do przekładania.

Masa:
200 gram śmietanki 36 %
250 gram serka mascarpone
2 łyżki cukru pudru
2 łyżki soku z pomarańczy

Wykonanie:
Do wysokiego naczynia wkładamy jednocześnie mascarpone, śmietankę,
przesiewamy cukier, wlewamy sok i miksujemy krótko, 
tylko do połączenia w gęsty krem.

Składanie tortu:
Dolny blat marchewkowy umieszczamy w tortownicy i zapinamy obręczą.
Smarujemy cieńką warstwą konfitury agrestowej i połową masy serowej. 
Przykładamy drugim blatem i czynności powtarzamy. 
Wierzch posypujemy drobno potartymi ciasteczkami korzennymi. 
Stanowią proste, idealne wykończenie tego ciasta, 
nadajac mu korzennego, pachnacego piernikiem i cynamonem charakteru.
Ja bardzo je lubię, natomiast wzorując się 
na wspomnianych klasykach marchewkowców
można ułożyć rozetkę z orzeszków. Smacznego!









sobota, 25 września 2021

Drożdżowa babka z marchewką i rodzynkami


Nie często doświadczamy komfortu 
planowania rozkładu dnia, w pełni pod siebie.
Kończący się właśnie piątek oceniam jako komfotowy.
I doceniam, ponieważ dalsze plany 
powoli zaczynają przybierać formę
schematów tego, co konieczne.
Odczułam komfort bliskości tych, z którymi na codzień tylko sie mijam.
Rozmowy - ważne, mimo że o niczym istotnym.
Kolejna deklaracja, że warto częściej.
Spacer przez park, kawa z ciasteczkiem zawstydzajaco idealnym.
Optymistyczne prognozy zaczynaja się sprawdzać, 
wieje ciepłym, jesiennym powietrzem. 
Przyjemny weekend przed nami. 
Mam dla Was przepis na weekendowe śniadanie. 
Takie późne, stwarzające okazję do wypicia kolejnej kawy, 
gdy czekamy na zakończenie procesu, w który angażujemy drożdże :).
Polecana drożdżówka, to moje spóźnione śniadanie, sprzed kilku dni.
Zostały może z dwie kromeczki.
Wpisała się w schemat tego komfortu dbania o siebie.
Miękka, słodka, delikatnie cynamonowa i choć cukru w niej niewiele, 
to absolutnie należy do kategorii ciast drożdżowych, nie pieczywa. 
Smaczna sama w sobie, idealna do pokrycia warstwą tego, co lubicie.
Ja z reguły wybieram miód i powidło z dodatkiem kakao. 

Składniki:
proporcje na formę keksową o rozmiarach około 10 cm / 22 cm

1 1/2 szklanki mąki pszennej tortowej 
1 jajo L
50 ml mleka
20 gram drożdży
3 - 4 łyżki cukru
2 łyżki oleju lub rozpuszczonego masła
1 łyżeczka cynamonu
1 średniej wielkości marchewka, 
starta na tarce o średnich oczkach i odciśnięta z soku
1/2 szklanki rodzynek lub pokrojonych drobno daktyli
garść pestek dyniowych

Wykonanie:
Zaczyn:
Do lekko podgrzanego mleka wkruszamy drożdże, wsypujemy łyżkę cukru,
mieszamy i odstawiamy pod przykryciem na 15 minut, by zaczyn podrósł.
Do dużej miski przesiewamy mąkę, cynamon, resztę cukru. 
Mieszamy i wlewamy olej, wbijamy jajko, dodajemy wyrośnięty zaczyn, 
wsypujemy startą marchewkę, rodzynki lub daktyle, 
mieszamy łyżką i zagniatamy ciasto - wystarczy przez 3 - 4 minuty.
Może lepić się troszkę do dłoni i pozostać wilgotne.
Miskę z ciastem wkładamy do piekarnika 
nagrzanego do 50 stopni i pozostawiamy ją tam przez 30 minut. 
Ciasto powinno wyraźnie powiekszyć swą objętość.
Wyciągamy miskę, wszystko raz jeszcze mieszamy łyżką 
lub szybko zagniatamy i przekładamy do foremki keksowej wyłożonej papierem do pieczenia.
Posypujemy garścią pestek z dyni.
Ponownie wkładamy do piekarnika, do 50 - ciu stopni 
i gdy urośnie do brzegów formy, 
zwiększamy temperaturę do 170 - ciu stopni. 
Pieczemy około 25 minut.
Po upieczeniu zostawiamy bułeczkę w piekarniku przez 5 minut, 
wyciagamy i gdy tylko przestygnie wystarczajaco, 
by rozpocząć krojenie - czas na śniadanie.

Mam nadzieję, że docenicie jego wyjątkowość.
Życząc smacznego, życzę też odnalezienia chwil, 
w których ważnym planom zmienicie status z zaległego na - wykonany.
Ja swoje "zaległe" pozostawiam w sferze nieprzewidzianych i przypadkowych zdarzeń.
Tak jak spotkania, których termin miał zostać określony, a nie został.
Jeśli do nich dojdzie, przez przypadek - docenimy je tym bardziej. 







środa, 22 września 2021

Ciasto orzechowe z mascarpone i śliwkami

Ponownie śliwki. 
W zasadzie ponowny jest tylko post z nimi w roli głównej. 
Polecane dziś ciasto upiekłam przed miesiącem, 
było debiutem tegorocznego sezonu śliwkowego.
Przepis czekał na publikację, ja zrobiłam sobie wakacje.
Daleko, ciepło, laptop został w domu.
Nad wartością nieocenioną takich chwil 
nie będę się rozwodzić, zbyt oczywiste :)
Tak więc wracam do tego oto debiutanta, z orzechowym charakterem.
Miękkie, wilgotne, intensywne w smaku ciasto, 
na nim warstwa waniliowego mascarpone. 
Górę wykańcza maślana kruszonka z wyczuwalną nutą cynamonową.
Działkowe, stare, często ignorujące sezon owocowania śliwy 
- w tym roku z nawiązką nadrobiły minione, skąpe lata.
Ich szaleństwo przełożyło się zatem na dwa garnki powideł 
i kilka kilogramów owoców, rozdanych ochotnikom 
gotowym do walki z domowym przetwórstwem.
Ciasto doskonałe na poczęstunek, 
po popołudniowym spacerze wśród żółtych nawłoci. 
Wymagające umiarkowanego nakładu pracy, 
więc najoptymalniej zaplanować pieczenie na wolny poranek. 
Jeśli szukacie pomysłu na zaopiekowanie się owocami 
tak wyczekanymi, jak te właśnie - oto pomysł :).

Składniki:
wszystkie, poza twardym masłem, w temperaturze pokojowej
proporcje na blaszkę o rozmiarach 20 cm /30 cm lub zbliżonych

1 1/2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki zmielonych orzechów włoskich ( w zastępstwie migdały również się sprawdzą )
1 jajko rozmiar L
120 gram twardego masła
1/2 szklanki kefiru
1/2 szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
około 30 dag śliwek węgierek

Masa serowa:
250 gram mascarpone
1 jajko
1 łyżka budyniu waniliowego
1 łyżeczka cukru waniliowego
1 łyżeczka cynamonu

Wykonanie:
Śliwki myjemy, przecinamy na połówki i usuwamy pestki. 
Makę przesiewamy do większej miski z proszkiem do pieczenia, cukrem, 
wsypujemy mielone orzechy i dokładnie mieszamy.
Jajko mieszamy w miseczce z kefirem.
Masło kroimy w kostkę, dodajemy do mąki z orzechami, 
siekamy do powstania grudek, następnie palcami 
rozcieramy na drobne, mokre zacierki.
Odsypujemy 1/2 powstałej kruszonki do szklanki.
Do reszty wlewamy jajko z kefirem, dodajemy sodę i sól, 
mieszamy i zagniatamy ciasto.
Wylepiamy nim wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę, 
wyrównujemy powierzchnię.
Masa serowa:
Mascarpone mieszamy widelcem lub trzepaczką z jajkiem, 
cukrem i budyniem na gładki krem, 
rozprowadzamy go równo po powierzchni ciasta.
Przygotowane śliwki układamy rządkami, 
jedną obok drugiej, wciskając delikatnie w ser. 
Włożyłam też kilka mirabelek, co widać na zdjęciach :).
Posypujemy je cukrem trzcinowym i cynamonem,
a nastepnie całą powierzchnię posypujemy kruszonką ze szklanki. 
Jeśli wydaje Wam się zbyt sucha, 
rozetrzyjcie ją jeszcze z łyżeczką miekkiego masła. 
Wkładamy gotowe ciasto do piekarnika 
i pieczemy około 50 - 60 minut w 180 stopniach.
Przez 10 minut studzimy w piekarniku, potem wyciagamy na blat.
Przed krojeniem niestety trzeba pozwolić ciastu zupełnie przestygnąć,
by warstwy uzyskały odpowiednią konsystencję, a ser wystarczająco zastygł.
Przez kolejne dni wypiek pozostaje wilgotny i miękki.
Życzę udanego debiutu śliwkowego!
Choć z obawą przypuszczam, że na debiut, to tak właśnie o miesiąc za późno :).