wtorek, 6 stycznia 2026

Ciasteczka miodowe z białą czekoladą i orzechami

 

W poprzednim poście polecającym pierniczek czekoladowy podkreśliłam, 
że to przepis pomocny w wykorzystaniu nadmiaru ciemnej czekolady.
Wyciąganej z świątecznych upominków - w tabliczkach, pralinkach, 
bombonierkach, Mikołajach.. terminy przydatności niby długie, 
ale.. tu od przybytku może zaboleć. Nie głowa.
Dziś, w ramach profilaktyki - walczymy z nadmiarem czekolady białej. 
W jednym z prezentów znalazłam trójkątną Toblerone. 
360 gram. Czekolada biała i ogromna.
Jest doskonała - jeśli lubicie białą czekoladę.
Ja owszem, ale w tym rozmiarze - nic, tylko roztapiać, mieszać i piec.
Dziś więc w Kronice kolejny przepis "zero waste".
Nawet jeśli nie przepadacie za białą czekolada, te ciasteczka docenicie.
Korzenne, troszkę pierniczkowe, troszkę maślane, 
troszkę miękkie, troszkę chrupiące. 
U mnie będzie powtórka, ponad połowa czekolady jeszcze została.
Polecam! 

Składniki:
proporcje na dwie pełne blaszki małych kuleczek

70 gram masła
80 gram białej czekolady
1/2 szklanki miodu - u mnie wielokwiatowy
1 jajko rozmiar L
1 łyżka cukru trzcinowego
2 szklanki mąki pszennej
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki przyprawy piernikowej
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczka kawy rozpuszczalnej lub zbożowej typu Inka
1/2 szklanki posiekanych ulubionych orzechów 
szczypta soli

Wykonanie:

Na małym ogniu, w rondelku o grubym dnie rozpuszczamy miód, 
czekoladę i masło. Po otrzymaniu gładkiego, jednolitego kremu, 
ściągamy rondelek z palnika i zawartość studzimy.
Po przestudzeniu dodajemy jajko, cukier i energicznie 
mieszamy do połączenia.
Do większej miski przesiewamy mąkę, proszek do pieczenia,
sodę, przyprawy korzenne, sól. 
Krem czekoladowo - miodowy wlewamy do suchych składników, 
dokładnie mieszamy, do otrzymania gładkiej, jednolitej masy.
Na koniec wsypujemy drobno posiekane wybrane orzechy, 
mieszamy i zagniatamy dłonią - ciasto powinno być dość zwarte, 
może jednak pozostać lepkie.
Owijamy je folią i wkładamy do lodówki na około 30 - 40 minut, 
w chłodzie troszkę stwardnieje i nabierze właściwej konsystencji 
do formowania kuleczek.
Tak więc, po wskazanym czasie ciasto wyciągamy z lodówki
i w dłoniach formujemy ciasteczka - kuleczki wielkości orzecha włoskiego. 
Układamy je w odstępach na blaszce wyłożonej papierem 
do pieczenia, delikatnie spłaszczamy dłonią. 
Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni 
i - uwaga - pieczemy dość krótko, by zachowały miękkie, 
delikatne wnętrze tzn. nie dłużej niż 8 - 9 minut.
Po tym czasie wyciągamy blaszkę z piekarnika, 
nawet jeśli kuleczki wydają się podejrzanie jasne lub niedopieczone 
i ściągamy ciasteczka z blaszki, do przestudzenia.
Na ciepło - niesamowicie delikatne i mięciutkie.
Po przestudzeniu - lekko chrupiące, maślane, aromatyczne.
Można przechowywać je naprawdę długo w szczelnie 
zamkniętej puszce lub słoiku. 
Byłam pewna, że zapełniona po pokrywkę puszka wystarczy na dłużej.
Przynajmniej, by przez tydzień otwierać ją o poranku 
i wyciągać kulkę, do pierwszej kawki.
Kawa ostatnio w dużym kubku, wymagała przynajmniej kuleczek trzech.








niedziela, 4 stycznia 2026

Piernik maksymalnie czekoladowy - dojrzewający


Możliwe, że tym wyjątkowym piernikiem zakończę zeszłoroczny, 
świąteczny sezon na tego rodzaju wypieki. 
Korzenne, pachnące cynamonem, goździkami i imbirem. 
Dzisiejsza propozycja pachnie dodatkowo czekoladą, kakao, miodem.
Spójrzcie na składniki - od spojrzenia zrobi się cieplej.
Ciasto dość proste w przygotowaniu, 
ale wymagające czasu na dojrzewanie. 
Im starsze, tym bardziej wyjątkowe. 
Piszę te słowa troszkę na wyrost, dając pierniczkowi kredyt zaufania,
bo jego kolejnej odsłony dokonam za dwa dni. 
Ale i tak śmiało polecam przepis wielbicielom pierników leżakujących,
staropolskich, koneserom dobrej czekolady i wytrawnych smaków. 
Z reguły po świętach miewam dylemat, jak spożytkować nadwyżkę czekolad, 
powstałą po rozpakowaniu świątecznych upominków. 
Tym razem część nadwyżki trafiła do piernika.
Sporo czekoladowych Mikołajów jeszcze czeka. 
Coś tam wymyślę.
A dziś - zachwalam tego miodowego czekoladowca i zapraszam na przepis.

Składniki:
proporcje na formę o rozmiarach 20 cm / 25 cm

200 gram gorzkiej czekolady - u mnie 64 % kakao
100 gram mlecznej czekolady - u mnie Milka
1 szklanka miodu - u mnie wielokwiatowy 
1 szklanka mleka 3,2 %
125 gram masła
2 jajka rozmiar L
1/2 szklanki cukru trzcinowego
1 płaska łyżka proszku do pieczenia 
1/3 łyżeczki sody oczyszczonej
3 łyżki gorzkiego kakao
2 łyżki przyprawy piernikowej
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej lub zbożowej typu Inka
1/2 łyżeczki imbiru lub mielonych goździków
2 1/2 szklanki mąki pszennej tortowej
szczypta soli
opcjonalnie dodatki: pokrojone ulubione orzechy, 
posiekana drobno gorzka czekolada

Wykonanie:
Do dużej miski przesiewamy suche składniki - mąkę, 
przyprawy korzenne, kakao, kawę, sól, proszek do pieczenia i sodę. 
Odkładamy miskę na bok na czas przygotowania składników płynnych.
Do rondelka wkładamy masło, miód, drobno połamane czekolady, 
wlewamy mleko i rozpuszczamy całość, podgrzewając 
na małej mocy palnika, cały czas mieszając. 
Po połączeniu składników w jednolitą masę,
zestawiamy rondelek z palnika i studzimy 
( masa może pozostać lekko ciepła ).
Do oddzielnej miski wbijamy jajka, wsypujemy cukier 
i ubijamy na wysokich obrotach miksera na puszystą, 
białą, kremową masę - około 5 minut.
Do ubitych jaj wlewamy powoli czekoladową masę, 
początkowo miksujemy na wolnych obrotach,
pod koniec proponuję mieszanie łopatką lub łyżką, 
bo rozrzedzona masa może zacząć pryskać.
Teraz do czekoladowej bazy przesiewamy suche składniki
i miksujemy całość powoli, delikatnie i krótko, tylko do połączenia. 
Ciasto powinno być gęste, ale pozostać półpłynne.
Jeśli chcecie dodać orzeszki lub kawałeczki czekolady 
- dodajcie je teraz i delikatnie połączcie z ciastem.
Przelewamy gotową masę do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia 
i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 165 - 170 stopni, 
bez termoobiegu i pieczemy około 70 minut.
Po tym czasie sprawdzamy wykałaczką, czy wnętrze jest suche,
jeśli tak - wyłączamy piekarnik i zostawiamy ciasto wewnątrz, 
przy uchylonych drzwiczkach, na około 15 minut.
Po tym czasie wyciągamy i studzimy zupełnie.
Wystudzony piernik musi nabrać mocy, 
więc po wykrojeniu testowego kawałka, 
cały wypiek zawijamy w papier lub folię i odkładamy, by dojrzał. 
Po kilku dniach stanie się jeszcze bardziej intensywny - czekoladowy, 
miodowy, korzenny, miękki. Myślę, że minimalny okres leżakowania 
to trzy dni, ale warto zostawić go w szczelnym zawiniątku około tygodnia. 
Po tym czasie do perfekcji brakuje tylko jednego akcentu,
grubej warstwy polewy czekoladowej - u mnie z białej czekolady.
Polecam również mleczną, która złagodzi intensywny, wytrawny smak ciasta.
Mój piernik piekłam tydzień temu, by po trzech dniach 
był ciastem sylwestrowym, 
a po kolejnych kilku - ciastem na dzień Trzech Króli. 
Tak więc pozostała po powitaniu Nowego Roku część ciasta 
nadal leżakuje i czeka na najbliższy wtorek. 
Ja też czekam, choć kusi mnie natrętnie. 
Ostatnie dni wybiły mnie z rytmu, schematów, 
w których zaczynam i kończę tydzień.
Nie narzekam, lubię ten okres w roku.
Nie czynię już kolejny rok z rzędu bilansu, 
nie składam obietnic i nie zapisuję postanowień. 
Może wystarczy powinna nam wiara, 
że poradzimy sobie - w miarę naszych możliwości?
Z tym, co nas zaskoczy i z tym, na co się przezornie przygotowujemy. 
Tak czy inaczej, w pierwszym wpisie tegorocznym - 
życzę Wam pozytywnego spojrzenia na to, co przed nami.










niedziela, 14 grudnia 2025

Piernik bardzo miodowy z mąką żytnią


Sagi piernikowej ciąg dalszy. 
Kilku poprzedników upieczonych wcześniej,
nie wystąpi w Kronice, bo czegoś jakby...zabrakło. 
Nie do perfekcji - o gustach nie dyskutujemy.
Ten natomiast złoty efekt piernikowych poczynań,
musi znaleźć tu swoje miejsce. 
W zasadzie to miodownik.
Nie wymaga przekładania, ozdabiania, niczego. 
Niech tak sobie stoi, a stać może bardzo długo. 
Niech kusi i złotem miodowym wzrok przyciąga. 
Bardzo delikatny, miękki i naprawdę prosty w wykonaniu. 
Jeszcze jest czas, by przetestować przed świętami czy to ten. 
Może zastąpi tradycyjny - staropolski, 
lub pierniki, które przez wieloletnie zasiedzenie w zestawie 
menu rodzinnego po prostu się pojawiają. 

Składniki:
proporcje na formę o rozmiarach 15 cm / 25 cm

3/4 szklanki miodu wielokwiatowego lub innego, jasnego
1/2 szklanki rozpuszczonego masła
1 szklanka mąki pszennej
1/3 szklanki mąki żytniej
1/3 szklanki mąki orkiszowej
1/4 szklanki mleka ( około 60 ml )
1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
3 - 4 łyżeczki przyprawy korzennej do pierników
1/2 łyżeczki mielonych goździków
1 łyżeczka kakao
szczypta soli
1/2 szklanki ulubionych orzechów - posiekanych drobno

Wykonanie:

Oddzielamy białka od żółtek. 
Białka wlewamy do dużej miski i ubijamy ze szczyptą soli na puszystą pianę.
Wsypujemy łyżkę cukru, ubijamy jeszcze chwilkę na wysokich obrotach.
Następnie dodajemy pojedynczo żółtka - po każdym miksując około pół minuty.
Do puszystej piany wlewamy miód ( koniecznie płynny ),
miksujemy na zwolnionych obrotach miksera do uzyskania jednolitej masy.
Teraz wlewamy rozpuszczone i przestudzone masło i mleko, 
ponownie krótko miksujemy, tylko do połączenia.
W osobnej misce łączymy wszystkie suche składniki - mąki, 
przyprawy, sodę, proszek, kakao.
Suche składniki przesiewamy do mokrych 
i mieszamy krótko, tylko do połączenia.
Na końcu dodajemy orzechy.
Tak przygotowane, dość gęste ciasto przelewamy do formy 
wyłożonej papierem do pieczenia, wkładamy do piekarnika 
rozgrzanego do 170 stopni, pieczemy około 45 -50 minut.
Powinien pięknie wyrosnąć, zarumienić się.
Dla pewności warto zrobić test suchego patyczka. 
Upieczony pierniczek około 5 minut zostawiamy w piekarniku, 
po tym czasie wyciągamy i studzimy zupełnie.
Dziś mój wypiek ( jego uratowana piętka ) ma ukończone dziesięć dni. 
Nadal miękki, delikatny, naprawdę rozpływa się w ustach. 
Smak miodu wyraźnie dominuje nawet nad przyprawami korzennymi, 
ale właśnie za to uwielbiam miodowniki. 
I również dlatego ogromne znaczenie ma smak wykorzystanego miodu,
nie polecam tych zbyt intensywnych w smaku, takich jak gryczane, spadziowe.







niedziela, 23 listopada 2025

Idealny piernik miodowy z jabłkiem


Za oknem biało. Nasypało i to nie z zaskoczenia...powolutku opady 
przesuwały się z jednego obszaru Polski na kolejne. I mamy.
Cóż w zasypaną śniegiem niedzielę mogę zaproponować?
Wypiek, który rozgrzeje, przywoła świąteczne
wspomnienia sprzed roku i uzmysłowi, że za tydzień - znów czas adwentu.
Jak co roku będzie zbyt krótki, na realizację przedświątecznych planów, 
i wykreślanie ich z listy wraz z otwieraniem kolejnych okienek kalendarzy.
Nie zdążę - jak przypuszczam, odwiedzić miejsc z mojej krótkiej listy,
które skutecznie łudzą istnieniem beztroskiej, równoległej rzeczywistości,
mrugającej światełkami i pachnącej cynamonem i grzanym winem. 
Świąteczne jarmarki mnie przyciągają jak magnes.

Dziś wyprzedzam troszkę czas adwentowego oczekiwania,
w Kronice znów zamieszczam przepis na piernik.
Idealny z wielu względów - miękki, miodowy i wytrzymały. 
Po tygodniu tak samo doskonały jak po upieczeniu.
Dziś, jutro upieczony - przetrwa, jeśli mu pozwolicie, 
do pierwszej niedzieli adwentowej.

Składniki:
proporcje na formę o wymiarach 15 cm / 25 cm

1 1/2 szklanki mąki pszennej
2 jajka rozmiar L
1/2 szklanki cukru trzcinowego
1/3 szklanki oleju roślinnego
1/2 szklanki miodu - jasnego, u mnie bławatkowy
1 jabłko starte na tarce o dużych oczkach 
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1 pełna łyżka przyprawy do piernika
1/3 szklanki mocnej, zaparzonej herbaty

Wykonanie:

Jaja - w temperaturze pokojowej, wbijamy do miski, 
wsypujemy cukier i ucieramy mikserem na najwyższych obrotach, 
do uzyskania jasnej, kremowej masy - zajmuje to około 5 minut. 
Następnie - dolewamy olej, miksujemy zwalniając obroty miksera, 
wlewamy miód - miksujemy do połączenia w jednolitą masę. 
Na koniec wlewamy przestudzoną herbatę, miksujemy króciutko.
Przesiewamy - na raz - mąkę pszenną, wymieszaną wcześniej 
z proszkiem do pieczenia, sodą, przyprawami korzennymi, solą. 
Miksujemy tylko do połączenia. Dodajemy starte na tarce o dużych oczkach,
odciśnięte jabłko, mieszamy całość delikatnie łyżką, nie miksujemy.
Gotowe, dość gęste ciasto przelewamy do formy wyłożonej papierem 
i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do temperatury 180 stopni, 
bez termoobiegu, grzanie góra - dół. Pieczemy około 45 minut. 
Ciasto powinno wyrosnąć, pęknąć wzdłuż i pięknie zarumienić się z wierzchu.
Po wyłączeniu piekarnika zostawiamy pierniczek jeszcze 
przez 5 minut w środku, po tym czasie wyciągamy i studzimy zupełnie.
Jest miękki, delikatny, ale doskonale się kroi, nie kruszy,
można jak najbardziej przełożyć go powidłem lub wybraną masą. 
Z każdym dniem staje się bardziej intensywny, nie twardnieje, nie wysycha. 
Dla mnie idealny starter dnia, przed wyjściem z domu, 
z dodatkiem serka orzechowego lub śmietankowego z miodem. 
Doceniłam niedawno doskonały smak miodu 
bławatkowego - nie wiem dlaczego dotąd nie wypadł mi oko i w ręce. 
Delikatny, kwiatowy aromat, ale bardzo subtelny. 
Do pierników doskonały.
Udanego wypiekania!








niedziela, 16 listopada 2025

Delikatne ciasto ucierane z makiem


Ciasta makowe w Kronice goszczą nieczęsto.
Moje myśli wokół przepisów z dodatkiem maku
krążą głównie w okresach świątecznych. 
Bożonarodzeniowa strucla makowo - drożdżowa,
to tradycja rodzinna, niestety - strucli mojej babci,
żadna do tej pory upieczona nie dorównała.
Babciu, czegoś mi nie dopowiedziałaś, to pewne :).
Ale starania czynię, co jakiś czas.
Mieszkam na Śląsku, mam słabość do tradycyjnych 
kołoczy z masą makową, na drożdżowym spodzie.
Znam miejsce, w którym są wybitne i wyjątkowe jak strucla babcina.
Co do białego maku...rok temu, w poznańskim rogalowym muzeum,
dane mi było degustować wzór wszelkich ideałów.
Szczęśliwym trafem wygrałam pięknego, pokazowego rogala 
i możliwość testowania, jeszcze cieplutkiego.
I już wiem, że z białym makiem jednak mi nie po drodze.
Dlaczego więc dziś u mnie makowo?
Bo to przepis prosty, bez zwijania strucli, rogali i czekania na wyrastanie ciasta.
Ucierana, bardzo smaczna, delikatna propozycja, 
z masą makową w ilości jak na mój gust i potrzeby - optymalnej. 
Będzie dobrym wyborem na poczęstunek, spotkanie przy stole, 
niekoniecznie uroczyste i świąteczne. 
Z podanych proporcji upieczecie sporych rozmiarów
ciacho, więc jeśli część pozostanie nierozdysponowana w dniu pieczenia, 
można cieszyć się jego równie dobrym smakiem przez kolejne 
dwa, trzy dni - bardzo dobrze się przechowuje.
Zachęcam więc zarówno entuzjastów maku, jak i tych, którzy ot, 
tak, od wielkiego dzwona po niego sięgną, gdy poczują że to już czas.
To chyba już czas. 

Składniki:
proporcje na formę 20 cm / 30 cm

Ciasto:
2 szklanki mąki pszennej 
3 jajka rozmiar L
1/2 szklanki cukru
150 gram rozpuszczonego, przestudzonego masła
1 opakowanie budyniu waniliowego bez cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki mleka
szczypta soli

Masa makowa:
200 gram mielonego maku
1 szklanka wrzącej wody
1/3 kostki roztopionego, przestudzonego masła
2 białka
1/3 szklanki cukru
opcjonalnie bakalie - orzechy, suszone śliwki

Wykonanie:

Masa makowa:
Proponuję zacząć od masy makowej, która po przygotowaniu 
może odstawiona czekać na wykonanie ciasta.
Mielony mak wsypujemy do miski i zalewamy szklanką wrzącej wody. 
Mieszamy i odstawiamy do przestudzenia. 
Białka ubijamy na pianę ze szczyptą soli, po kilku minutach miksowania 
wsypujemy cukier i ubijamy na sztywno.
Zalany wodą mak mieszamy łyżką, dodajemy do niego wybrane bakalie 
( moja masa była bez dodatków ), 
wlewamy stopione, przestudzone masło, na koniec dodajemy ubitą pianę z białek.
Można ewentualnie również dodać przyprawy - cukier z wanilią, cynamon. 
Całość delikatnie mieszamy.
Masę makową odstawiamy i teraz przygotowujemy szybkie ciasto ucierane.

Ciasto:
Jaja ( w temperaturze pokojowej ) wbijamy do dużej miski, 
wsypujemy cukier i ubijamy mikserem na wysokich obrotach
na puszystą, jasną masę - powinno nam to zająć około 5 minut.
Następnie - zmniejszamy obroty miksera i powoli dolewamy mleko, 
( również w temperaturze pokojowej ), wsypujemy proszek do pieczenia, 
szczyptę soli, wlewamy rozpuszczone i przestudzone masło, miksujemy do połączenia.
Teraz - przesiewamy na raz mąkę połączoną wcześniej z budyniem w proszku. 
Miksujemy na niskich obrotach, krótko - wystarczy, 
by masa stała się jednolita, gęsta i kremowa. 

Do wcześniej przygotowanej formy ( wyłożonej papierem lub 
posmarowanej masłem i oprószonej mąką ),
przelewamy mniejszą część ciasta, tak około 1/3 całości
i rozsmarowujemy równą warstwą na dnie. 
Teraz wykładamy całą masę makową, delikatnie wyrównujemy 
i wylewamy na wierzch pozostałe ciasto. 
Wyrównujemy łyżką lub szpatułką powierzchnię 
i wkładamy formę do piekarnika rozgrzanego do temperatury 180 stopni, 
góra - dół, bez termoobiegu, pieczemy około 50 - 60 minut. 
Aby mieć pewność, czy po wskazanym czasie ciasto jest wypieczone,
można zrobić test patyczka. Jeśli wbity w ciasto po wyciągnięciu będzie suchy - gotowe. 
Wyłączamy piekarnik i po około 5 minutach wyciągamy ciasto do przestudzenia.
Z krojeniem proponuję wstrzymać się przynajmniej godzinkę.
To nie szarlotka na ciepło.. To makowiec. 
Już miałam napisać - niestety to nie szarlotka, ale..
nie, nie marudzę, to naprawdę całkiem przyjemny makowiec.









wtorek, 11 listopada 2025

Pyszne, miodowe kuleczki z orzechami


Spieszę z dziś obiecaną, kolejną odsłoną ciasta miodowego, 
którego propozycja czeka już na Was w Kronice. 
Ciasto miodowe przygotowujemy tą samą metodą, 
z jedną subtelną różnicą - do masy miodowej dodajemy 
niewielką ilość serka mascarpone.
Kuleczki miodowe są pyszne, delikatne wewnątrz,
dodatek orzeszków kontrastuje z ich lekkością. 
Jeżeli chcielibyście kuleczkom nadać bardziej pierniczkowy charakter, 
wystarczy do masy dodać łyżeczkę przypraw korzennych.
Kuleczki można przechowywać w słoiku przez kilka dni, 
jednak - z podanych proporcji upieczecie około 15 sztuk.
Ich przydługie leżakowanie to ćwiczenia silnej woli i opierania się pokusie. 
A kuleczki mają być komfortem. 
Wygodne jako przegryzka do porannej kawki 
przed wyjściem z domu, w przerwie w pracy, szkole, 
wyciągane z torebki w dłużących się chwilach wystawania na przystankach.
Wracam do pracy, po długiej przerwie. 
Wracają tym samym przerwy na właśnie takie małe, 
szybkie dopełnienia kawki z zakładowego ekspresu.
I wrócą też wspomniane dłuższe lub krótsze 
chwile postoju lub posiedzeń na przystankach tramwajowych.
Ale czekam na to z utęsknieniem. Od dawna :)

Składniki:
proporcje na około 15 miodowych kuleczek

1 szklanka i 2 łyżki mąki pszennej lub orkiszowej
1 jajko rozmiar M
2 płaskie łyżki cukru trzcinowego
2 pełne łyżki miodu wielokwiatowego
30 gram masła
1 pełna łyżka serka mascarpone
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
1/2 szklanki drobno pokrojonych ulubionych orzechów - u mnie brazylijskie
opcjonalnie - łyżeczka przyprawy korzennej do pierników

Wykonanie:
Za wykonanie ciasta zabieramy się dzień wcześniej - powinno leżakować 
w nocy w chłodzie, by nabrało odpowiedniej gęstości.

Do rondelka wsypujemy cukier, wlewamy miód, wbijamy jajko, 
dodajemy masło, serek i sól. Podgrzewamy całość na małej mocy palnika, 
cały czas mieszamy, do momentu połączenia się składników w gładką masę.
Powolutku doprowadzamy do zagotowania, 
od razu ściągamy z palnika i wsypujemy sodę,
mieszamy energicznie, masa delikatnie zacznie się pienić.
Rondelek odstawiamy na 30 minut, by jego zawartość zupełnie się przestudziła.
Po tym czasie przekładamy masę do miski, 
przesiewamy do niej mąkę, na trzy, cztery raty, 
dokładnie łącząc składniki po każdym dodaniu - mieszając łyżką.
Dodajemy posiekane orzechy i ewentualnie przyprawy korzenne.
Ciasto powinno mieć gęstą konsystencję, ale pozostać dość lepiące.
Miskę przykrywamy folią i wkładamy na całą noc do lodówki.

Po leżakowaniu w chłodzie, ciasto wyciągamy 
i po 10 minutach możemy przystąpić do formowania ciasteczek.
Najprościej przy użyciu łyżki, dzielić ciasto na małe porcje 
wielkości orzecha włoskiego i dłońmi nadawać im kulisty kształt.
Kuleczki kładziemy w niewielkich odstępach na blaszce 
wyłożonej papierem do pieczenia i wkładamy do piekarnika 
rozgrzanego do 180 stopni. Wystarczy 11 - 12 minut pieczenia, 
powinny się tylko delikatnie zarumienić. 
Blaszkę wyciągamy, a ciasteczka po kilku minutach 
przekładamy na talerz do przestudzenia. 
Ciepłe są również rewelacyjne. 
Ja przepis wykorzystam najpewniej w najbliższym czasie wielokrotnie. 
Kuleczki mogą stać się smacznym wypełnieniem paczuszki dla kogoś, 
komu chcemy ogrzać myśli i okazać jak cenimy jego obecność.
A do własnej torebki możemy je wrzucić, by tam je znaleźć, 
w odpowiednim momencie. Tak na wszelki wypadek.

Jeśli upieczecie, znajdziecie te wszelkie wypadki. Smacznego!



Miodownik z masą śmietankową i powidłem

 
Mam dla Was przepis na ciasto miodowe, 
które można zastosować w wielu odsłonach. 
U mnie dziś w wersji tortowej, z dodatkiem masy śmietankowo - serkowej, 
i słodkich, korzennych powideł. 
I nie ukrywam, pachnie i smakuje świętami. 
W drugim poście, który zamieszczę w Kronice pewnie jeszcze dziś, 
zaproponuję wersję ciasteczkową.
Przygotowanie ciasta miodowego jest uproszczone do minimum, 
wymaga jedynie rozciągnięcia w czasie - przed pieczeniem 
konieczne jest kilkugodzinne chłodzenie w lodówce.

Minionych kilka, mglistych, wilgotnych dni przygniatało swoją bezbarwnością.
Kolejne, w tych przygnębiających odcieniach schyłku jesieni - przed nami.
Zapach maślanego miodownika w domu to najskuteczniejszy 
rozgrzewacz, gdy chłodno. Nic, tylko piec i częstować. 
Bądźmy z ludźmi, których obecność utula, ogrzewa.
Polecam :)

Składniki ciasta:
proporcje na formę 15 cm / 20 cm, lub tortownicę o średnicy 22 cm

1 szklanka i 2 łyżki mąki pszennej
1 jajko rozmiar M
2 - 3 łyżki cukru trzcinowego
2 pełne łyżki miodu wielokwiatowego
50 gram masła
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
1/2 szklanki czarnej, gorzkiej herbaty - na ponczowanie

Masa śmietankowo - serowa:
100 ml śmietanki 30 %
100 gram białej czekolady
150 gram serka mascarpone
1 płaska łyżka żelatyny
1 / 2 słoika powideł śliwkowych

Wykonanie ciasta miodowego:
Za wykonanie ciasta zabieramy się dzień wcześniej - powinno leżakować 
w nocy w chłodzie, by nabrało odpowiedniej gęstości.
Do rondelka wsypujemy cukier, wlewamy miód, wbijamy jajko, 
dodajemy masło i sól. Podgrzewamy całość na małej mocy palnika, 
cały czas mieszamy, do momentu połączenia się składników w gładką masę.
Powolutku doprowadzamy do zagotowania, 
od razu ściągamy z palnika i wsypujemy sodę,
mieszamy energicznie, masa delikatnie zacznie się pienić.
Rondelek odstawiamy na 30 minut, by jego zawartość zupełnie się przestudziła.
Po tym czasie przekładamy masę do miski, 
przesiewamy do niej mąkę, na trzy, cztery raty, 
dokładnie łącząc składniki po każdym dodaniu - mieszając łyżką.
Ciasto powinno mieć gęstą konsystencję, ale pozostać dość lepiące.
Miskę przykrywamy folią i wkładamy na całą noc do lodówki.

Na drugi dzień przystępujemy do pieczenia.
Z ciasta odrywamy niewielką ilość - mniej więcej dwie pełne łyżki,
z których uformujemy i upieczemy oddzielnie ciasteczko, 
które po pokruszeniu lub starciu wykorzystamy jako posypkę na wierzch.
Pozostałym ciastem wylepiamy dno formy wyłożonej papierem.
Najprościej rozprowadzić je dłonią, 
wyrównać palcami, na grubość około 5 mm. 
Powierzchnię nakłuwamy widelcem i wkładamy miodownik 
do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni, góra - dół, bez termoobiegu.
Obok, na kratce piekarnika kładziemy porcję ciasta 
przeznaczoną na kruszonkę - w małej foremce, lub po prostu 
jako ciastko położone na kawałeczku papieru do pieczenia.
Trzeba być czujnym i pilnować stopnia wypieczenia. 
Ciasteczko oczywiście upiecze się szybciej, 
więc wyciągamy je po około 10 minutach, miodownik 
powinien być gotowy po około 20 minutach, 
delikatnie złoty, jasno przyrumieniony.
Wyciągamy i studzimy. 
Po przestudzeniu powierzchnię placka ponczujemy gorzką, czarną herbatą.

Wykonanie masy śmietankowej:
Wykonanie masy również powinniśmy rozplanować na dwa dni -
dzień wcześniej wieczorem śmietankę mocno podgrzewamy, 
zestawiamy z palnika, wrzucamy do niej połamaną 
na kosteczki białą czekoladę. Odstawiamy na chwilkę, 
po czym mieszamy delikatnie, do zupełnego rozpuszczenia czekolady. 
Wkładamy masę do lodówki na całą noc, lub przynajmniej 
na kilka godzin, powinna się dobrze schłodzić przed ubijaniem.
Na drugi dzień, przygotowania masy zaczynamy od
żelatyny - wsypujemy płaską łyżkę do kubeczka, 
zalewamy chłodną wodą, pozostawiamy do napęcznienia. 
Po 5 minutach rozpuszczamy ją do płynnej konsystencji,
w mikrofalówce lub kąpieli wodnej. Odstawiamy do przestudzenia.
Do większej miski wkładamy serek mascarpone, chwilkę miksujemy, 
wlewamy schłodzoną śmietankę z czekoladą, miksujemy.
Do żelatyny dodajemy łyżkę lub dwie masy 
( hartujemy ją w ten sposób, by uniknąć ewentualnego 
gwałtownego stężenia w masie ), wlewamy do miksowanych 
składników i ubijamy jeszcze chwilkę.
Masa powinna zrobić się gęsta i kremowa.

Składanie miodownika:
Naponczowane herbatą ciasto miodowe smarujemy cienką 
warstwą powideł śliwkowych. Na powidła wykładamy masę śmietankową. 
Na masę punktowo wykładamy po łyżeczce powideł, 
możemy delikatnie rozsmarować je po powierzchni masy 
robiąc spiralki, " esy - floresy ".
Oddzielnie upieczone ciasteczko ścieramy na tarce,
posypujemy wierzch ciasta.
Miodownik najlepszy jest oczywiście na drugi dzień, 
gdy zwilgotnieje, masa nabierze właściwej konsystencji.