czwartek, 2 kwietnia 2020

Chlebek turecki z suszonymi śliwkami



Miodowy kolor, miękki, delikatny miąższ.
Słodycz suszonych śliwek zatopionych
w miodowo - kawowym cieście drożdżowym.
Pokaźny okrągły bochenek,
który pachnie trudnym do zdefiniowania aromatem,
jest w nim coś hipnotyzującego.
Jestem wielbicielką i miodu i kawy i bakalii.
Polecam ten wypiek doceniającym te składniki.
Jak na drożdżowe ciasto, proste w wykonaniu.
Coś pośredniego pomiędzy ciastem a pieczywem.
Ani to chałka, ani to chleb, ani to piernik.
Za wypieki pod szyldem chlebka tureckiego,
zabierałam się wielokrotnie.
Na sodzie, proszku, drożdżach, z rodzynkami, daktylami.
Z rożnymi efektami.
Ten jest taki, jaki chciałam by był.
I nadaje się na wypełnienie obecnie ograniczonej
życiowej przestrzeni tak ciepłym, słodkim, przytulnym aromatem.
Kolejna w ciągu dnia kawka do kubka,
kromka posmarowana masłem, miodem. Albo niczym.
Można z czeko - smarowidłem,
dojadamy właśnie ostatni z posiadanych słoików kremu czekoladowego.
Oszczędnie - z zakupami mam obecnie problem,
osobiście nie zrobię ich przez najbliższych 14 dni.
Ale o tym, nie tym razem.
Dbajcie o siebie.

Składniki:

450 gram mąki pszennej
50 gram mąki pełnoziarnistej
14 gram świeżych drożdży
300 ml mleka ( dałam troszkę mniej - tak z 260 ml ).
50 gram masła
1 płaska łyżeczka soli
1/3 szklanki miodu
1 łyżeczka cukru
3 łyżeczki kawy zbożowej - u mnie Inka
bakalie : suszone śliwki - dwie garści, dość drobno pokrojone

Wykonanie:

Do dość dużej miski przesiewamy obie mąki, kawę zbożową, sól, cukier.
Na środku robimy dołek, wkruszamy do niego drożdże
i  posypujemy łyżeczką cukru.
Na chwilkę odstawiamy.
W rondelku podgrzewamy mleko z masłem i miodem.
Gdy masło zupełnie się rozpuści, ściągamy rondel z palnika
i studzimy 5 minut.
Lekko ciepłe wlewamy do miski z mąką.
Mieszamy dokładnie łyżką, tak z 2 minuty -
ciasto będzie półpłynne, ale gęste.
Dodajemy bakalie, mieszamy.
Miskę z ciastem wkładamy do piekarnika
nagrzanego do 50 stopni,  do wyrośnięcia -
po pół godzinie powinno podwoić objętość.
Wyciągamy z piekarnika,  mieszamy ponownie łyżką,
przekładamy do formy - u mnie okrągła silikonowa, o średnicy 22 cm.
Raz jeszcze wkładamy do piekarnika nagrzanego do 50 stopni
i czekamy aż podrośnie do brzegów formy ( znów około 30 minut ).
Zwiększamy temperaturę piekarnika do 180 stopni i pieczemy około 30 minut.
Chlebek powinien być ciemnobrązowy, ładnie wyrośnięty, z błyszczącą skórką.
Studzimy w otwartym piekarniku około 10 minut, wyciągamy.

I ten zapach..wyjątkowy,  miodowy,  maślany,  kawowy.
Kroiłam już po 15 minutach - świeża piętka, grzechu warta.










poniedziałek, 30 marca 2020

Muffiny cytrynowo - śmietankowe


Miękkie, nie gąbczaste. Pachną śmietanką, smakują cytrynką.
Jak dobra ucierana babka cytrynowa.
To w zasadzie jest przepis na maślane, ucierane ciasto na babkę,
wsadzone w muffinkowe papilotki.
Szybko się pieką, poręczne do zapakowania na wynos.
Tylko, gdzie obecnie mogą być wynoszone?
Po uprzedniej dezynfekcji wszystkiego, co w zasięgu ręki,
jedliśmy je w samochodzie.
Kawa podana nam z okienka przez tych,
którzy na swych posterunkach przygotowują papierowe
paczuszki z prowiantem dla podróżujących.
Wybraliśmy się popatrzeć na opustoszały świat zza szyb.
Pokusiliśmy się na krótki spacer na odludziu.
Taki, który umożliwia dotlenienie
i użycie ostatnio nieeksploatowanych części ciała.
Szybki marsz szeroką alejką.
Trzy mijane w odległości trzech metrów rodziny,
podobnie jak my potrzebujące oddechu.
I pustka. Za nami, przed nami.
To jednocześnie przygnębiające i budujące
- pozostajemy w domach.
Mimo tego, że wroga, przed którym się barykadujemy nie widać
- uważamy.
Wytrwajmy.
Wytrwajmy, by móc wrócić tam, gdzie ta pustka
i nie uciekać na pobocze przed trzylatkiem na hulajnodze.
Dostałam dziś sms.
Jeden z tych przesyłanych zapewne do wielu, jeden z wielu..
Chciałabym słowami tak trafnymi się posłużyć wtedy, gdy to konieczne..
Autorce się udało:

" Ta inna wiosna, mimo że tak niepewna, krzywa i chwiejna, nie zwolni nas z marzeń i pragnień, 

z troski o drugiego człowieka. Z miłości i empatii. Dlatego budujmy dobro jakkolwiek. 
My stańmy się wiosną. Choćby słowem. Bądźmy blisko."

Na dziś wstępniaka tyle.Zapraszam na muffiny:

Składniki:
wszystkie w temperaturze pokojowej - to ważne!

1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
100 gram miękkiego masła
sok z 2 cytryn + łyżeczka startej skórki
2 jajka
3/4 szklanki cukru
szczypta soli
1/2 szklanki śmietany 18 %
dodatkowo: kilka kostek białej czekolady
cukier puder do zrobienia polewy z lukru cytrynowego

Wykonanie:

Cytryny myjemy, z jednej ścieramy skórkę.
Z obu cytryn wyciskamy sok, wlewamy do kubka,
do którego dodajemy również startą skórkę.

Miękkie masło wkładamy do miski i ucieramy z cukrem na puszysto.
Dodajemy jajka, po każdym mieszając pół minuty.
Wlewamy sok z cytryn ze startą skórką ( zostawiając w kubku około 3 łyżek na lukier ).
Miksujemy i przesiewamy mąkę z proszkiem i szczyptą soli.
Miksujemy i dodajemy śmietanę.
Miksujemy jeszcze przez chwilę, do dokładnego połączenia się składników.

Ciasto nakładamy do foremek na muffiny, wypełniając około 3/4 wysokości papilotki.
Do środka każdej babeczki wpychamy pół kostki białej czekolady.

Wkładamy ciastka do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, pieczemy 25 minut.
Zostawiamy przy uchylonych drzwiczkach przez 5 minut
i wyciągamy do przestudzenia.
Są przepyszne delikatnie ciepłe, jeszcze przed polaniem lukrem -
skórka wówczas chrupie przyjemnie.
Pozostały sok z cytryny mieszamy z cukrem pudrem w takiej ilości,
by powstał bardzo gęsty lukier. Polewamy wystudzone babeczki.

Zaletą babeczek jest również to, że na drugi dzień nie twardnieją,
trzymane pod przykryciem nie wysychają, pozostają mięciutkie.
Cytryna jest wyraźnie wyczuwalna, tym mocniej po polaniu kwaskowatym lukrem.
Zachwalam je, oczywiście ponownie podkreślając fakt,
że miłośnikiem muffin nie jestem ;)










sobota, 28 marca 2020

Sernik - i piękny i pyszny.




Subtelny smak, delikatna masa serowa.
Mało skomplikowany sposób wykonania.
Zachwyci wielbicieli serników nieprzyciężkawych,
docenią go również zwolennicy kremowych mas serowych.
Wyważony.
Elegancko się prezentuje.
Płaski, wysoki.
A mimo tych wszystkich zalet - upieczony bez okazji.
Nie zamówiony.
Nikt o niego nie prosił.
Ja też specjalnie nie miałam ochoty.
Ale miałam czas.
Znajduję go wciąż,  pomiędzy utartymi już rytuałami,
które wypełniają godziny spędzanie na ograniczonej ścianami  powierzchni.
Potrzebę powrotu do poprzedniej aktywności,
znieczulam świadomością, że ci, którzy czują się
odpowiedzialni za siebie i innych,  grzecznie siedzą w domach.
Ale tęsknie.
Za ludźmi. Za ścieżkami, którymi chodzę z przyzwyczajenia,
instynktownie - są zablokowane, opustoszałe.
Nic nie zastąpi rozmowy, spotkań w miejscach,
które uważamy za trwały punkt odniesienia
na mapie naszego indywidualnego świata.
Chyba bywał niedoceniany, ten punkt.
Nie zastąpią go telefony i mijanie się w progu.
Żyjąc w poczuciu bezpieczeństwa,
chyba każdy skąpi czasu na to,
co teraz możemy docenić.
Trudno, walczmy ze swymi przyzwyczajeniami.
Trudniejszym - walka z czarnowidztwem.
Potęguje się wprost proporcjonalnie
do ilości docierających do nas informacji ze świata.

Składniki:
na tortownicę o średnicy 23 cm -24 cm
masa serowa:
900 gram sera twarogowego sernikowego z wiaderka
250 gram sera mascarpone
200 gram śmietany kremówki 36 %
170 gram jogurtu naturalnego
4 jajka
1 pełna szklanka cukru pudru (można dodać dodatkowo około 1/4 szklanki)
1 opakowanie cukru waniliowego
skórka starta z cytryny
1 opakowanie budyniu śmietankowego
na spód :
200 gram herbatników petitków
70 gram roztopionego, ostudzonego masła

Wykonanie:
Spód:
Ciastka wrzucamy do malaksera i mielimy na piasek.
Wlewamy do nich rozpuszczone masło, mieszamy i powstałą masę
wykładamy na dno posmarowanej olejem i oprószonej mąką tortownicy o średnicy 23 cm.
Rozprowadzamy równo po dnie i dociskamy łyżką.
Wkładamy tortownicę do lodówki, na czas przygotowywania masy serowej.
Masa serowa:
Do miski wkładamy ser z wiaderka ( z pozostałych 100 gram można zrobić pastę serową :),
mascarpone, ścieramy skórkę z całej cytryny, wsypujemy cukier puder,
cukier waniliowy i zaczynamy miksowanie na wolnych obrotach.
Mieszając cały czas, wlewamy jogurt, dodajemy śmietanę, wsypujemy proszek budyniowy.
Nie przerywamy miksowania i wlewamy po kolei jajka.
Gdy tylko masa połączy się na gładki, puchaty mus,
odkładamy mikser, by jej zbytnio nie napowietrzyć.

Masę serową przelewamy do wyciągniętej z lodówki tortownicy i wkładamy do 190 stopni.
WAŻNE - 
Pod tortownicę wkładamy płaską blaszkę - u mnie forma na tartę, wypełnioną wrzątkiem.
Dzięki temu ciasto nie pęka i równomiernie wyrasta.
Po 10 minutach obniżamy temperaturę do 160 stopni
i pieczemy sernik około 60 minut.
Po tym czasie, jeśli środek nadal jest troszkę zapadnięty
i nie dorównuje brzegom, zmniejszamy temperaturę do 100 stopni
i dopiekamy tak długo, aż zrobi się równy, na brzegach rumiany, w środku jaśniejszy.
U mnie trwało to około 15 minut.
Wyłączamy piekarnik i nie otwieramy drzwiczek, przynajmniej przez godzinę.
Po tym czasie piekarnik uchylamy i czekamy aż ciasto wystudzi się całkowicie.
Sernik możemy schować do lodówki, wówczas nabierze bardziej kremowej konsystencji.
Można przechowywać go w temperaturze pokojowej,
wówczas jest delikatniejszy i bardziej puszysty.







wtorek, 24 marca 2020

Chleb z blachy bez zagniatania

Nadal w to nie wierzę.
Zerkam w bok.. nadal tam jest.
Bochen pachnącego chleba leży metr obok. Więc to prawda.. Upolowałam drożdże.
Kostki trzy.
Wytypowałam jeden sklep, w którym miałam dokonać zakupów
i wybrałam celnie.
Może dlatego, że byłam tam o względnie wczesnej porze,
przerażały tylko ceny, nie braki na półkach.
Czy czytając to za jakiś czas,
docenić zdołam to, że koszmar minął?
Piszę i zerkam na radiowóz pod oknem.
Policja dokonuje rytuału machania więźniom domowym
kwarantannie poddanym.
A ja, będąc jeszcze wolnym względnie obywatelem,
mój cenny drożdżowy łup wykładając
z torebki, postanowiłam - upiekę chleb.
Ciężki, zdrowy, pełnoziarnisty.
Dużą porcję, która przez kilka dni
zagwarantuje nam możliwość omijania piekarni.
I już odkrojona - nie piętka i nie kromka. Narożnik.
Chleb w sporej blaszce upiekłam, by kanapki miały formę płaskich kwadratów.
Idealnie się sprawdzi do pasty jajecznej z rukolą.
Nie. Nie mam rukoli.
Wyjście do sklepu po coś, na co po prostu mieliśmy ochotę,
było kwestią założenia butów.
Teraz to kwestia decyzji, czy warto ryzyko podejmować.
Nie podejmuję.
Sałata lodowa też jest w porządku.
Jeśli ma motywacja do upieczenia pachnącego bochenka,
również do Was przemawia, zróbcie to.
Jeśli nie przemawia - zróbcie to i tak.
Z nudów. Z przekory. Dla zabicia czasu.
Albo z powodu zamiłowania do dobrego, zdrowego pieczywa.
Nie powstrzymuję się więc przed umieszczeniem poniżej
przepisu na prosty i naprawdę smaczny chleb.
Bez zagniatania, bez długiego oczekiwania na wyrośnięcie.
Jeśli nie posiadacie zapasów mąki żytniej razowej
( z tym również może być problem, dziś na półce widziałam tylko orkiszową ),
wykorzystajcie po prostu zwykłą pszenną.

Poprosiłam córkę, by uczyniła przerwę w udawaniu,
że odrabia zdalnie zlecone zadanie.
Zaproponowałam skonstruowanie rozprawki.
O tym, czy w jej 11- to letnim pojęciu,
z chwil dotkliwej izolacji, możemy czerpać korzyści.
Wszystko, co napisała, określiłabym mianem karkołomnego planu.
Na pracę nad siłą swego charakteru i walkę z tym, co stanowi jej ograniczenia.
Trudne zadanie.
Ale mam świadomość, że nawet jeśli nic z tego nie uskutecznimy,
córka wie, że warto byłoby to zrobić.
A to dobry początek.
Choć to dziwnie zabrzmi, ale obawiam się,
że będziemy mieć sporo czasu, by popracować nad tym planem.

Składniki:
35 dag mąki pszennej
15 dag mąki żytniej razowej do wypieku chleba
15 dag pestek słonecznika  ( część można zastąpić dyniowymi )
3 dag drożdży
2 szklanki letniej wody + 3 łyżki do zaczynu
1 płaska łyżka soli
1 łyżeczka miodu
1 łyżeczka cukru

Wykonanie:
Zaczyn:
Do miski wkruszamy drożdże, zasypujemy cukrem, dolewamy łyżeczkę miodu
i trzy łyżki ciepłej wody. Mieszamy, przykrywamy miskę ściereczką
i odstawiamy na 15 min, by drożdże zaczęły pracować.

Do zaczynu przesiewamy obie mąki, dodajemy sól,
wlewamy wodę, wsypujemy pestki
i zaczynamy mieszanie drewnianą łyżką lub szpatułką.
Ciasto powinno być sprężyste, pulchne, ale półpłynne.

Miskę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 50 stopni.
Po pół godzinie ciasto podwoi swą objętość.
Wyciągamy z piekarnika, ponownie mieszamy łyżką i przelewamy do formy.
Może być to duża keksówka, ale ja wykorzystałam
blaszkę o wymiarach 25 cm x 30 cm, posmarowaną olejem i obsypaną mąką.
Po pierwsze chciałam, by chlebek był płaski,
po drugie skróciło to czas wypiekania.
Posypałam wierzch płatkami owsianymi.

Foremkę wypełnioną ciastem odstawiamy pod przykryciem na 15 min,
by podrosło.
Nagrzewamy piekarnik do 220 stopni, wkładamy blaszkę,
po 10 minutach zmniejszamy temperaturę do 200 stopni.
Swojego płaszczaka piekłam 25 minut.
W mniejszej formie czas należy wydłużyć.

Po przestudzeniu wyciągamy z blaszki i kroimy w kwadraty, prostokąty
i przekładamy tym.. co znajdziecie w swych zasobach.
Niekoniecznie tym, na co macie ochotę.
Jest smaczny, miękki, pachnie pestkami i typowo razowym pieczywem.
Wszystko, co w nim się znajdzie, smakuje wyśmienicie.

Musze to dopisać.  Mąż wrócił do domu..z rukolą!!








niedziela, 22 marca 2020

Babka piaskowa z jabłkami i wkładką serową




Proponuję dziś babkę, upieczoną przez przypadek, spontanicznie.
Wypiek z cyklu improwizacji ratunkowych, godnych zapamiętania.
Z pełnym przekonaniem, po osobistym dokonaniu
obiektywnej oceny walorów smakowych - zachęcam.
Po degustacji dokonanej przez osoby nieświadome
testowania nowatorskiego dzieła
- polecam !!

Plan był inny  -  babka kajmakowa.
Kajmaku dwie puszki w szafce miejsce zajmowały,
bo w odwołanym zleceniu na tort urodzinowy miały się znaleźć.
Z wszelkimi okazjami do oficjalnych, w większym gronie planowanych,
spotkań przy torcie, na najbliższe ( realnie rzecz ujmując, nie tylko na najbliższe )
tygodnie pożegnać się powinniśmy.
Krzywa zachorowań nieprzerwanie pnie się w górę, powielamy dość wiernie
przebieg tego procesu na tym etapie we Włoszech, Francji, Hiszpanii.
Śledzę heroiczną walkę naszych służb ratunkowych, porządkowych,
pracowników służby zdrowia, pracowników instytucji,
bez których pogrążylibyśmy się w absolutnym marazmie.
Poczynania tych,  którzy z wiarą w drugiego człowieka,
w poczuciu zwykłej przyzwoitości i solidarności,
po prostu czynią dobro.

Nie potrafię tym samym pozostać niewzruszona
przejawami absolutnej, wyrachowanej ignorancji, podszytej kalkulacją.
Zakłamanych frazesów kierowanych do tych,
którzy już dawno zostali zaprogramowani
na odbiór prawdy jedynej i niepodważalnej.
To nie miejsce na wydumane teorie, o kwestie moralne się ocierające
- przecież czytacie przepis na babkę.
Niestety, nawet fakt jej powstania z epidemią jest związany.

Tak więc - w planach miałam kajmak.
Masa krówkowa w rondelku z masłem się rozpuściła.
I rondel szybko opuściła.
Nie wiem, czy aromat metalicznych orzechów laskowych,
to standardowy posmak masy z orzeszkiem na okładce.
Jeśli tak - strzeżcie się i omijajcie.

Jaja zostały wcześniej z cukrem w puch przemienione, wiec działałam szybko.
Jabłek kilka na stole, sera pojemnik w lodówce
( również miał trafić do wspomnianego tortu ),
siateczka promocyjnych cytryn - sztuk pięć,
olej niedawno zakupiony - sztuk jedna.
To nie bez znaczenia, gdyż przed moimi zakupami na taśmie do kasy,
w odległości bezpiecznej - dwumetrowej,
jechały dwie zgrzewki po sześć sztuk.
Przede mną,  jak założyłam - wielbiciel frytek,
również w odległości bezpiecznej, dwumetrowej.

Składniki:
forma na babę z kominem o średnicy 24 cm ( silikon - u mnie )
Ciasto:
160 gram mąki pszennej
60 gram mąki ziemniaczanej
3 duże jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
120 ml oleju
sok i skórka z dużej cytryny
4 pełne łyżki cukru
1 opakowanie cukru waniliowego
2 jabłka
cynamon

Masa serowa:
250 gram serka śmietankowego lub mascarpone
1 jajko
1 łyżka cukru
skórka z cytryny - pół łyżeczki
1 płaska łyżka budyniu waniliowego

Wykonanie:
Jabłuszka obieramy, kroimy w dość drobną kostkę,
mieszamy z łyżeczką cukru i szczyptą cynamonu
( jeśli lubicie jego posmak, to sypcie śmiało więcej ).

Przygotowujemy masę serową -
wszystkie składniki wkładamy do miseczki i energicznie
mieszamy na gładko - ja to zrobiłam widelcem.

Jajka wbijamy do miski, wsypujemy cukier i cukier waniliowy
i miksujemy na wysokich obrotach do uzyskania puszystej, jasnej piany.
Wlewamy sok z całej cytryny i dodajemy startą skórkę.
Cały czas miksując, powoli wlewamy olej.
Na koniec przesiewamy mąki z proszkiem
i krótko miksujemy na zmniejszonych obrotach,
tylko do połączenia się składników. Ciasto powinno być gęste.

Wsypujemy jabłka - jeśli puściły trochę soku, odciśnijcie je.
Mieszamy łyżką i połowę masy wykładamy do formy
z kominkiem o średnicy 24 cm.
Używam silikonowej, której nie muszę niczym natłuszczać i obsypywać.
Na ciasto wykładamy masę serową, rozsmarowujemy ją równo na całej powierzchni.
Wykładamy resztę ciasta z jabłkami, wyrównujemy.
Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 40 minut.
Baba powinna pięknie się zarumienić.
Zróbcie test patyczka, jeśli jest suchy - upieczone.
Studźcie babę w otwartym piekarniku przez 5 minut,
kolejne 15 minut na blacie kuchennym, po tym czasie wyciągnijcie z formy.
Cała kuchnia wypełniona będzie zapachem wanilii i jabłek.

Ja swoją oprószyłam tylko cukrem pudrem.
Babka jest taka delikatna, lekka, że ciężka polewa
- lukrowa lub jakakolwiek inna - przyćmiła by te walory.

W zasadzie nic wyszukanego, ale baba ma w sobie wiele różnych smaczków i struktur.
Lekkie ciasto, puszyste z uwagi na zawartość mąki ziemniaczanej.
Wilgotne jabłuszka idealnie rozłożone w cieście,
a środek wypełniony kremowym serkiem i jeszcze w bonusie chrupiąca skórka.
Niczego w nadmiarze, wszystko subtelne - wanilia, cytrynowe nuty, zapach cynamonu,
Bardzo przyjemne doznanie.
Trudno się nią nasycić, jest tak lekka.





Niezaprzeczalnie, nieodwołalnie,
już jest. Wiosna.
Nie dane nam się nią cieszyć.
Dane nam ją przeczekiwać.







środa, 18 marca 2020

Babeczka wiosennie szpinakowa

Mięciutka, aromatyczna o posmaku cytrynowym.
Nuta zieleniny nie wyczuwalna w jakimkolwiek stopniu.
Zdarzało mi się próbować ciast z kategorii  "opowieści z mchu i paproci" ,
w których szpinak był delikatnie wyczuwalny.
Mogło to przewrażliwionym przez przedszkolne traumy obiadowe przeszkadzać.
Tu - utajony zupełnie. Absolutnie.
Córka podejrzliwie zapytała, czy ten kolor
to zmiksowane kiwi albo skórka zielonego jabłka..
W najśmielszych fantazjach wypiekowych,
nie pomyślałam o zmasakrowaniu blenderem kiwi
i wkomponowaniu go w ciasto.
Kto wie, może to niedopatrzenie.
Jeśli zdarzy się, że kiwi zbyt długo zalegać na mym stole będzie..
Poeksperymentuję.
Zdam relację.
Albo i nie.

Wracając do podejrzliwości dziecka - powiedziałam, że owszem - kiwi.
Zjadła dwa plastry jeszcze ciepłej babki.
I wzięła do ręki przepis.  Przeczytała składnik nr 1.
Poprosiła o trzeci kawałek.
Więc - polecam nawet tym, którym składnik nr 1
przekreślał dotąd wszelkie szanse wypieku, na uznanie go za zjadliwy.
Ta baba jest pysznie cytrynowa, przez trawiasty kolor idealna na wiosenny stół.

Składniki:
150 gram mrożonego szpinaku
250 gram mąki pszennej
170 - 180 gram cukru
3 duże jajka
120 ml oleju
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 duża cytryna
cukier waniliowy - paczuszka
cukier puder do posypania wypieku

Wykonanie:
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni.
Szpinak rozmrażamy, odsączamy na sitku.
Ja wykorzystałam liściasty
( w czasach pandemii problematyczne okazało się zakupienie szpinaku rozdrobnionego ).
Do miski wlewamy olej, dodajemy do niego szpinak
i włączamy blender - miksujemy całość na gładką, zielona pulpę.

Do drugiej miski wbijamy jajka, wsypujemy cukier, cukier waniliowy,
skórkę startą z całej cytryny i miksujemy na puszystą , jasną masę - przynajmniej 5 minut.

Do ubitych jaj dodajemy zmiksowany z olejem szpinak,
sok wyciśnięty z całej cytryny
i znów miksujemy do połączenia.
Przesiewamy na raz mąkę z proszkiem do pieczenia,
szybko miksujemy na najniższych obrotach, tylko do połączenia składników.
Przelewamy ciasto do formy na babkę - keksowej o wymiarach 12 cm / 28 cm,
lub do formy z kominem o średnicy około 24 cm ( jak u mnie tym razem ).

Pieczemy około 45 minut w 180 stopniach,
po tym czasie sprawdzamy patyczkiem - jeśli jest suchy,
wyłączamy piekarnik.
Babeczkę zostawiamy w nim 5 minut i wyciągamy do wystudzenia.
Z formy natomiast wyciągamy po 15 minutach.
Po zupełnym wystudzeniu, wypiekowi dobrze zrobi
posypanie cukrem pudrem, który efektownie kontrastuje z kolorem ciasta.

Chciałam podzielić się kawałkiem tego trawiastego dzieła
z dawnymi współpracownikami.
A oni odizolowani od świata i wirusów w koronie,
za zamkniętymi drzwiami swą rolę pełnią.
W spirytus, termometry, maseczki uzbrojeni. Jak większość z nas.
Ja również za swym biurkiem w izolacji pozostaję.
Uprawniony posłaniec z przepustką,
łącznik ze światem tak odmiennym od tego,
w którym dotąd wypełnialiśmy nasze obowiązki,
moją zieloną przesyłkę dostarczył do miejsca docelowego.
To brzmi, jak scenariusz filmu.
Niestety nim nie jest. Uważajcie na siebie.








niedziela, 15 marca 2020

Sernik gotowany z jabłkami - warstwowy


Dziś bez oka przymrużenia.
To czas oczu szeroko otwartych.
Epidemia wgryzła się już w każdy element naszego życia.
Za oknem piękny świt.
Prognozy na nowy tydzień równie piękne.
Luksusowa byłaby beztroska skupienia się
na namacalnej bliskości wiosny,  już nie będącej złudzeniem.
Tymczasem złudzeniem wydaje się rzeczywistość,
w której staramy się odnaleźć.
Zapadają radykalne decyzje,
wyznaczane są kolejne konieczne ograniczenia.
Środki bezpieczeństwa wciąż są trudne do oswojenia.
A jednak reagujemy z pełnym zrozumieniem, akceptacją.
Podporządkowanie się im, to scenariusz na najbliższe dni, tygodnie.
Miesiące?
Wyzwaniem - nie skupianie się na tym, co nieodwracalne.
Przed nami bolesne, wymagające przewartościowania swych punktów odniesienia chwile.

Wczoraj dość wcześnie weszłam do marketu.
Przede mną,  w długiej kolejce starsza kobieta.
Zapewne chciała uniknąć tłumów.
Może miała nadzieję, że wcześniej towar dowieziono.
W jej koszyku kilka konserw i kilka butelek wody mineralnej, tej małej.
Więcej nie dałaby rady donieść do domu.
I wiele więcej na półkach nie znalazła.
Słyszę o samozwańczej pomocy studenckiej, harcerskiej, sąsiedzkiej.
W przemyślany i odpowiedzialny sposób ludzie się wspierają,
współpracują, spotykają. A raczej nie spotykają.
Celebryta kwarantannę przechodzący wspomniał,
by wykorzystać ten czas na to, na co zazwyczaj go skąpimy.
To zbyt proste. Dziś wydaje mi się, że nic nie jest proste.

Ale fakt, mam czas by spokojnie napisać to, co powyżej.
Miałam czas, by upiec dość pracochłonne ciasto serowo - jabłkowe.
Z ostatniego wiaderka sera twarogowego,
który znalazłam w sklepie w piątek.

Składniki:
Biszkopt:
Waniliowy z czterech jaj z waszego sprawdzonego przepisu
lub z polecanej już przeze mnie nie raz
gotowej mieszanki do wypieku biszkopta firmy Delecta.
Masa jabłkowa:
3 duże jabłka
1 1/2 paczki galaretki cytrynowej lub agrestowej
Masa serowa:
500 gram twarogu sernikowego wiaderkowego
3 jajka "L"
2/3 szklanki cukru
1 tabliczka białej czekolady
1 1/2 paczki budyniu waniliowego
1 szklanka mleka

Wykonanie:
Obrane jabłka ścieramy na tarce o grubych oczkach,
przekładamy do rondla i gotujemy przez 5 - 10 minut, aż zmiękną.
Ściągamy z palnika, wsypujemy galaretki,
mieszamy dokładnie do ich rozpuszczenia,
odstawiamy do przestudzenia i lekkiego stężenia.

Ser wkładamy do większego garnka, wsypujemy cukier,
wbijamy jajka i mieszamy trzepaczką na gładko,
możemy posłużyć się mikserem.
Białą czekoladę rozpuszczamy w mikrofalówce lub kąpieli wodnej,
wlewamy do podgrzewanej masy i łączymy dokładnie mieszając.
Proszek budyniowy rozpuszczamy w mleku
i wlewamy do wrzącej masy serowej.
Szybko i energicznie mieszamy, by nie powstały grudki.
Odstawiamy do przestudzenia.

Biszkopt przecinamy na trzy blaty.
I przekładamy :
Na pierwszy blat wykładamy 1/2 masy serowej ( może być letnia ),
na masie rozkładamy równą warstwą 1/2 ilości jabłek w galaretce.
Przykładamy drugi blat, dociskamy.
Nakładamy drugą część masy serowej, wyrównujemy.
Rozkładamy resztę jabłek tak, by pokryły całą powierzchnię ciasta.
Na jabłka wykładamy ściętą górę biszkopta,
przyklejamy ją dociskając do brzegów ciasta.

Polewa czekoladowa:
1/4 kostki masła
1 łyżka kakao
2 łyżki mleka
2 łyżki wody
3 łyżki cukru

Wszystkie składniki zagotowujemy w rondelku.
Odstawiamy na chwilkę i polewamy wierzch sernika.

Ciasto wkładamy do lodówki, by masy zastygły.
Proponuję poczekać z degustacją na kolejny dzień,
niech ciacho ma czas by stężeć i się "przegryźć".
Ja czekałam. Na drugi dzień wykrojony słuszny kawał -
w ramach antywirusowej samopomocy sąsiedzkiej-
zaniosłam piętro wyżej. Wróciłam z trzema słoikami przetworów.
Dziękuję pani Halino! Wykorzystam :)







Trudno odmówić sobie spaceru
w taka pogodę jak dziś.
Powalone drzewo na naszej drodze,
Podobne do moich wasze skojarzenie?